Antoni i Elizabeth Bednorz

Rodzice Noblisty prof. Georga Bednorza pochodzą z Górnego Śląska, ale wywodzą się z różnych miejscowości i różnych środowisk.

Ojciec Antoni (Anton) Bednorz urodził się 2 stycznia 1903 roku w Schochowitz (Czechowice koło Gliwic). Miał jeszcze trzech starszych braci Paula Josepha (r. 1892), Josepha (r. 1895), Alberta (r. 1898) oraz siostrę Anne Elisabeth (r. 1893). a pochodził z rolniczej rodziny –  Roberta i Eufemii z domu Kazmierz (Kasmiersz).


Stara szkoła podstawowa w Czechowitz z roku 1870. Na zdjęciu ok 1930 roku.
Tutaj najprawdopodobniej rozpoczął edukację Anton i jego rodzeństwo.  

Matka Noblisty Elizabeth (Elżbieta) Antonina Gertruda Jeziorowska urodzona 15 stycznia 1912 roku w Lublińcu, była córką kupca Józefa Jeziorowskiego i Klary Maruszczyk zamieszkałych także w Lublińcu. Byli potomkami Jeziorowskich, którzy po klęsce Powstania Styczniowego na terenie Królestwa Polskiego, schronili się za ówczesną granicą, w bezpiecznym dla nich wtedy miasteczku Lublinitz, położonym na terenie Prus. Z czasem zasymilowali się z miejscową ludnością pochodzenia niemieckiego i całkowicie ulegli jej wpływom. Josef Jeziorowski – ojciec Elsie (Liesiel), prowadził zarówno przed I wojną światową, jak i po przyłączeniu Lublińca do II RP – sklep przy ulicy Lompy 10. Czuł się obywatelem niemieckim i nie ukrywał swojej fascynacji kulturą niemiecką, mimo to nie wyjechał z Lublińca po 1922r. Jego syn Georg (Jerzy) był aktywnym lokalnym politykiem i przewodniczącym „Reichsdeutsche Kolonie“ w Lublińcu. Zaś sama Elizabeth była członkinią niemieckiego Katolickiego Stowarzyszenia Kobiet.


Kamienica w Lublińcu Josepha Jeziorowskiego, w którym mieszkała jego rodzina
a także w którym miał swój sklep – 1922r.

Jak doszło do tego, że Antoni i Elizabeth spotkali się w pewnym momencie już w polskim Lublińcu? Wiele można się na ten temat dowiedzieć z Kroniki miejscowej Szkoły Powszechnej, gdzie Antoni Bednorz od 1.09.1925 roku podjął posadę nauczyciela. Zamieszkał wtedy w budynku przy obecnej ulicy Sądowej nr 8.


Szkoła Powszechna w Lublińcu

Warto też w tym miejscu napisać kilka słów o mocno napiętej sytuacji społecznej i politycznej, jaka panowała w mieście tuż po podziale Śląska i zmianie granic państwowych, gdy część dawnego powiatu i sam Lubliniec stał się częścią II Rzeczpospolitej. Z miasta wyjechali praktycznie wszyscy niemieccy urzędnicy, radni, policjanci i większość nauczycieli. Część ludności niemieckiej nie pogodziła się z tą sytuacją, ale jednocześnie nie chciała opuszczać miejsca, w którym większość z nich urodziła się lub mieszkała od lat, gdzie uczyli się, pracowali lub prowadzili własne interesy. Tak najprawdopodobniej było właśnie z rodziną Jeziorowskich, ale jakie były powody przyjazdu tutaj Antona Bednorza z terenu Niemiec?


Po lewej – kamienica Jeziorowskich w czasie wojny

Wróćmy znowu do Kroniki Szkoły Powszechnej w Lublińcu. Pierwszy wpis jej założyciela, Richarda Puffa, rektora poprzedniej miejscowej „Symultannej Szkoły Ludowej”, znajdującej się w nieistniejącym już dzisiaj budynku przy kościele św. Mikołaja, nosi datę 14 sierpnia 1893 roku. Ale autor opisał w niej również na podstawie posiadanych dokumentów, wcześniejszą historię zarówno miasta i szkoły.


Po lewej „Symultanna Szkoła Ludowa” przy kościele św.Mikołaja w Lublińcu

Relacjonował następne lata, w tym budowę nowej Szkoły, znajdującej się przy obecnej ulicy Stalmacha, aż do wpisu z dnia 1 października 1919 roku. Dalszą niemiecką cześć kroniki kontynuuje jego następca Karol Pohler, a od września 1922 roku jest nim już polski kronikarz i jednocześnie nauczyciel i pełniący obowiązki kierownika Szkoły Powszechnej Daniel Zych.

„Czerwona Szkoła” przy obecnej ul. Stalmacha

Tenże pisze o trudnych początkach. Nauka w roku szkolnym 1922/1923 rozpoczęła się w dniu 6 września. Dzieci podzielono na 6 klas polskich i osobno 3 klasy niemieckie. Na tym tle powstało wiele nieporozumień i zatargów, gdyż sami rodzice często nie potrafili zdecydować i określić swojej narodowości. Do klas niemieckich przydzielono kilku „starych” nauczycieli (Grun, Rucker, Qwarczano i Krus), którzy pozostali w Lublińcu, a klasy polskie objęli głównie nowi nauczyciele, najczęściej przyjezdni (Zych, p. Krywieńczykowa, p. Swobodzianka i Lesiak). Z trudną sytuacją panujących w szkole stosunków, nie poradził sobie jej kierownik Daniel Zych, podobnie zresztą, jak powołany w jego miejsce P. Wieczorkiewicz, wcześniej rektor w Tucholi. Już więc 26 marca 1923 roku nowym, trzecim kierownikiem Szkoły Powszechnej został sprowadzony tu z Rud Jakub Bazarnik.

W następnych latach klasy niemieckie zredukowano do 2, natomiast wzrastała liczba klas i dzieci z językiem wykładowym polskim. W tej maleńkiej szkole było już wtedy ok. 800 uczniów, co wymagało wprowadzenia systemu zmianowego i sprowadzenia kolejnych nauczycieli. I tak od 1 września 1925 roku na liście grona rektorów tej szkoły pojawiło się nazwisko Antoniego Bednarza.

Jak to się stało, że Antoni Bednorz, chłopak z Czechowic pojawił się w Lublińcu? Do 1923r. czyli do 20 roku życia był obywatelem Niemiec. Najpierw uczył się w szkole ludowej w Czechowicach. Następnie w szkole przygotowawczej w Pyskowicach i w końcu w latach 1920-1922 uczył się w Królewskim Seminarium Nauczycielskim w Pyskowicach, zaś po jego zamknięciu od wiosny 1922r. do marca 1923r. pobiera nauki w Królewskim Katolickim Seminarium Nauczycielskim w Głogówku (Konigliches Lehrerseminar).

Na świadectwie maturalnym z tej szkoły  (egzamin dojrzałości zdaje 6 marca 1923r) – pojawia się informacja, że dobrze zna język niemiecki i francuski oraz polski (jak sam napisał w życiorysie – uczył się tego języka, gdyż uważał go za język ojczysty). Z dokumentu wynika także, że ładnie śpiewał, potrafił grać na skrzypcach i organach.

Jego pierwszą pracą – jako nauczyciela, była posada w 6 klasowej Szkole Powszechnej w Boronowie, kierowanej przez Karola Elsnera, w którą rozpoczął we wrześniu 1923r. Warto w tym momencie wspomnieć, że do szkół na Śląsku, w pierwszych latach po jego przyłączeniu do II Rzeczpospolitej, najczęściej kierowano zdeklarowanych Polaków, czy Ślązaków czujących się Polakami. Takim był też Antoni Bednorz.


Zespół Budynków Szkolnych w Boronowie obejmuje tzw. „Szkołę Niską”,
„Szkołę Wysoką” oraz Budynek gospodarczy. Znajdują się one przy ulicy Szkolnej 9.

Dwa lata później, we wrześniu 1925r. Bednorz został przeniesiony do Szkoły Powszechnej w Lublińcu. Nim to się jednak stało w czerwcu 1924r. Antoni Bednorz złożył deklarację opcyjną na rzecz obywatelstwa polskiego – stając się pełnoprawnym polskim obywatelem. Najprawdopodobniej jego przyszła żona – Elizabeth Jeziorowska, takiej deklaracji na rzecz państwa polskiego nigdy nie złożyła.

W kronice szkoły w Lublińcu, opracowywanej przez kierownika Bazarnika – nie pojawia się nazwisko w formie właściwej Bednorz – tylko Bednarz (być może to zamierzone działanie Bazarnika, jednak ta sama forma nazwiska bardzo często pojawia się też w artykułach prasowych i sprawozdaniach). My na potrzeby tego opracowania używać będziemy  poprawnej pisowni nazwiska – Bednorz.

W pierwszych dniach pracy w nowej szkole Antoni Bednorz –  został na kilka wrześniowych dni wysłany na zastępstwo do szkoły w Kokotku.

Antoni Bendorz od początku swojej pracy w szkole zdradzał talenty muzyczne, więc oprócz lekcji dla swoich klas uczy śpiewu i prowadzi chór szkolny, tym samym odpowiada za organizację przeróżnych uroczystości i występów szkolnych, siłą rzeczy, głównie o charakterze patriotycznym. W sumie jego etat nauczycielski to średnio około 30 godzin.

Mimo, że Bednorz świetnie posługiwał się językiem niemieckim – nie uczył w działającej w tym samym budynku, co Szkoła Powszechna – 2 klasowej Szkole Mniejszości Niemieckiej, w której uczyło się ponad 100 uczniów, nie brał też zastępstw w tej szkole – mimo, że często dochodziło do sytuacji, kiedy braki kadrowe trzeba było uzupełniać nauczycielami z polskiej szkoły powszechnej.

Aktywność Bednorza nie ogranicza się tylko do zajęć w Szkole Powszechnej – udziela się w lublinieckim Towarzystwie Śpiewu „Cecylja” i uczy dorosłych w Dokształcającej Szkole Przemysłowej, założonej w 1924 roku przez Bazarnika.

Musiało mu być nie obce też harcerstwo – skoro kolejny wycinek kroniki potwierdza również działalność Antoniego Bednorza w szkolnym Kole Przyjaciół Harcerzy (KPH w tym czasie aktywnie wsparło drużyny harcerskie – zakupując pełne umundurowanie).

Stąd zapewne udział Bednorza w czterodniowej wycieczce szkolnej członków drużyn harcerskich działających przy szkole – do Gdyni w 1927r.


Antoni Bednorz – stoi wśród harcerzy po lewej stronie,
w wycieczce wzięli udział także opiekunowie drużyn harcerskich
Szkoły Powszechnej w Lublińcu – pani Michalina Konasiewiczówna,
czy Kazimierz Krzyszkowski.

Doskonalił się w zawodzie nauczyciela biorąc udział w licznych kursach, między innymi: śpiewu i robót ręcznych w Lublińcu, czy gimnastyki wychowawczej w Rybniku.

By potwierdzić swoje kwalifikacje jako polski nauczyciel, był uczniem Męskiego Seminarium Nauczycielskiego w Mysłowicach, które ukończył w czerwcu 1927r.

Kolejnym punktem kariery zawodowej Antoniego Bednorza jest oddelegowanie go z dniem 15 października 1928 roku do Powiatowego Urzędu Szkolnego w celu przygotowywania statystyk szkolnych na wystawę powszechną w Poznaniu. Jego obowiązki w szkole przejął w tym czasie przeniesiony do Lublińca ze Strzebinia nauczyciel o nazwisku Antoni Maryniak.

W 1928r. zdaje egzamin i zostaje mianowany nauczycielem stałym. Będzie także od tego momentu dzielił swoje obowiązki nauczyciela z pracą w Powiatowym Urzędzie Szkolnym, a następnie w Inspektoracie Szkolnym aż do 1938r.

Kolejny rok szkolny 1929/1930 Antoni Bednorz spędził w Krakowie na całorocznym Wyższym Kursie Nauczycielskim (WKN) do nauczania języka polskiego i niemieckiego. Z obu przedmiotów uzyskał ocenę bardzo dobrą.

Na pamiątkowym zdjęciu coraz liczniejszego grona pedagogicznego, wykonanym w dniu 26 czerwca 1930 roku przez zakład fotograficzny „Mila”, widzimy między innymi Antoniego Bednorza, tuż po zakończeniu kursu w Krakowie, stojącego za kierownikiem szkoły Jakubem Bazarnikiem.


Siedzą w pierwszym rzędzie od lewej: St. Szelc, M. Ropkówna, Bobkiewiczowa, J. Bazarnik, J.Rajczykówna, M. Rajcówna, St. Owczarek.
W drugim rzędzie: Krzyszkowski, J. Handy, Anton Bednorz, L. Klama, E. Szóstak.
W trzecim: F. Lubczyk, A. Maryniak, E. Wicharówna, R. Stencel, I. Handkówna
W czwartym: E. Rakowski, E. Cieślar, J. Galon, J. Mróz, J. Czudek

W 1931 roku był współzałożycielem chóru „Echo” działającym w Lublińcu (prezesem chóru był dr Franciszek Bardzik, lekarz Śląskiego Zakładu Psychiatrycznego).


Członkowie Chóru „Echo” w Lublińcu,
pierwszy od prawej w pierwszym rzędzie stoi dyrygent chóru –  Antoni Bednorz,
zaś z przodu, czwarty od lewej prezes – dr Franciszek Bardzik

Sukces przyszedł bardzo szybko, ponieważ już 18 maja tego samego roku na Zjeździe Kół Śpiewaczych w Lublińcu chór ten pod batutą dyrygenta Antoniego Bednorza zajął pierwsze miejsce (aż do 1939r chór po jego batutą będzie zajmować czołowe miejsca podczas corocznych Zjazdów Kół Śpiewaczych – wyrastając na najlepszy męski chór w powiecie)


Miesiąc później jako opiekun uczestniczy w wycieczce szkolnej do Krakowa i Wieliczki razem z innymi nauczycielami Ludwikiem Klamą oraz pannami Sobocianką i Dobrzańską. Dokumentuje to zdjęcie w kronice wykonane 11 czerwca 1931 roku.


Antoni Bednorz w jasnym garniturze po lewej.

Kolejny wpis w kronice szkolnej, w którym wspomniano o Antonim Bednorzu, dotyczy spisu powszechnego ludności, który odbył się w dniu 9 grudnia 1931 roku. Bednarz był jednym z siedmiu nauczycieli szkoły pełniących funkcję komisarza.

5 czerwca 1932 roku to kolejna najwyższa lokata „Echa” na lublinieckim Zjeździe Kół Śpiewaczych, spośród 19 chórów startujących w konkursie .

Na tym Zjeździe Bendorz występuje już w podwójnej roli – poza prowadzeniem Chóru „Echo”, dyryguje także Męskim Chórem Państwowego Gimnazjum w Lublińcu. To sugeruje, że w tym czasie jest także zatrudniony w lublinieckim gimnazjum.


Maszeruje – Męski Chór „Echo” którym dyrygował Antoni Bednorz,
podczas jednego z Zjazdu Kół Śpiewaczych w Lublińcu

Z okazji uroczystości 10-lecia włączenia części Górnego Śląska do Polski i 10-lecia szkoły polskiej tym razem chór szkolny pod dyrekcją Bednorza przygotował kilka pieśni: „Wszystko, co nasze”, „Orły sokoły”,

„O polski kraju święty” oraz „Hej, Polska nie zginęła”.

W 1932r. znajdujemy Bednorza w działającym przy Klasztorze Ojców Oblatów – Kole Esperantystów „Oblata Esperanta Rondo”, założonego przez ucznia oblackiego gimnazjum  – Wiktora Ptoka. Bednorz pełni w nim funkcję sekretarza.

W roku szkolnym 1933/1934 widać wyraźnie, że większość czasu pracy Antoniego Bednorza wypełniają powinności w Powiatowym Inspektoracie Szkolnym (20 godzin), a tylko 10 godzin poświęca na zajęcia w Szkole Powszechnej, ucząc w młodszych klasach: j. polskiego, religii, rachunków i śpiewu.

Rok 1934 to także zmiany w życiu prywatnym. W wakacje 28 lipca bierze ślub z mieszkanką Lublińca Elizabeth Jeziorowską (numer aktu zawarcia ślubu 34). Trudno powiedzieć, od kiedy się znali, ale prawie pewne jest, że połączyła ich wspólna pasja i miłość do muzyki. Elizabeth Jeziorowska z powodzeniem i uznaniem miejscowego społeczeństwa prowadziła naukę gry na fortepianie. Pewnie dopingowali się wzajemnie w swoich dokonaniach muzycznych.

Być może zaiskrzyło między nimi w listopadzie 1932r. podczas uroczystej akademii poświęconej Fryderykowi Chopinowi. Na niej to Elżbieta Jeziorowska „wyczarowała Chopina tak cudownie, z takiem uczuciem i oddaniem, że publiczność rozentuzjazmowana zmusiła oklaskami wykonawczynię do bisowania” – jak podawała lokalna prasa. Jest możliwe, że zaczarowała nie tylko publiczność, ale i Bednorza, który w akademii także uczestniczył i dyrygował.

W kolejnym roku 1934/1935 Bednorz uczy: religii, języka polskiego oraz arytmetyki z geometrią w klasach młodszych, a także pracuje 15 godzin tygodniowo w Inspektoracie Szkolnym.

Po ukończeniu budowy nowej Szkoły Podstawowej nr 1 w roku 1935 Jakub Bazarnik wraz z wieloma nauczycielami „starej szkoły” rozpoczyna nową historię jedynki. Niestety dostępna w zasobach Archiwum Państwowego w Częstochowie w formie cyfrowej Kronika szkoły – urywa się na roku 1935. 


Szkoła powszechna nr 1, której Antoni Bednorz był nauczycielem

Dzięki opracowaniu Jerzego Prażmowskiego, a także dokumentów zachowanych w Archiwum Nadrenii Północnej-Westfalii, wiemy że Antoni Bednorz przeszedł wraz z częścią kadry do nowej placówki i uczył w niej w 1939r.

W lutym 1936r. umiera ojciec Elżbiety i teść Antoniego – Józef Jeziorowski, a kilka miesięcy później powiększa się rodzina Bednorzów o córkę Giselę, zaś w 1939r. o syna Józefa.

Rozwija się kariera Bednorza jako dyrygenta. Otrzymuje on bowiem zaszczytną funkcję dyrygenta okręgowego, którą na pewno pełni od 1936 do 1939r. (być może także i wcześniej). Warto przy tej okazji wspomnieć, że np. w 1933r. w okręgu lublinieckim działa aż 20 chórów, zrzeszających ponad 700 osób.


Antoni Bednorz – idzie pierwszy po lewej stronie,
podczas jednego ze Zjazdów Kół Śpiewaczych w Lublińcu

W 1938r. Antoni Bednorz, kończy pracę w Inspektoracie Szkolnym, nadal jest też nauczycielem w Szkole Powszechnej nr 1, jak również dyrygentem Chóru „Echo”.  Ostatni wpis o tym, jaki udało się znaleźć, pochodzi z plakatu informującego o kolejnym zjeździe Kół Śpiewaczych, jaki odbył się w Lublińcu w 11 czerwca 1939 roku.

******************************************************************************************

Część II

Gdy wybucha II wojna światowa, według syna Georga – Antoni Bednorz bierze w niej udział służąc w 74 Górnośląskim Pułku Piechoty. W 1940r. zapewne ze względu na pozycję rodziny Jeziorowskich, otrzymuje pracę w Zarządzie Powiatu – jako pracownik do spraw socjalnych, dorabia też udzielając prywatnych lekcji na skrzypcach. 

W sierpniu 1944r. otrzymuje przydział do Armii Niemieckiej do wojsk inżynieryjnych, gdzie pełni funkcję pisarza. Od 30 grudnia 1944 do 20 lutego stacjonuje na Słowacji.

Zdjęcie poglądowe. Źródło FB: Bóbr1945

Gdy ofensywa radziecka zbliżała się do Lublińca w styczniu 1945 roku wielu mieszkańców, bojąc się o swoje życie, postanowiło uciec. Wielu z nich utknęło później w miastach-twierdzach, które miały się bronić i próbować zatrzymać szturm Rosjan, więc dopiero później pojechali dalej. Tak było w przypadku Elizabeth Bednorz, która z trójką dzieci, babciami i ciotkami schroniła się w Waldenburgu na Dolnym Śląsku (Wałbrzychu).


Wałbrzych. Źródło FB: Bóbr 1945

Tam zakwaterowano ich w tartaku, gdzie do momentu wkroczenia Rosjan czuli się bezpieczni. Inaczej było później. Jak wspomina najstarszy syn Bednorzów: „w obawie przed splądrowaniem przez Rosjan zamknięto nie tylko mieszkanie, ale i stajnie. Na drzwiach zawieszono garnki, żeby było słychać, gdy ktoś przy nich majstruje. Również gęsi natychmiast wszczynały alarm, gdy ktoś chciał iść do obórki dla kóz. Podczas szturmu Rosjan widzieli martwych ludzi na chodnikach, a w momencie ataku schronili się w kościele protestanckim”. Antona Bednorza nie było wtedy z nimi.


Zdjęcie poglądowe. Źródło: https://dzieje.pl/

Pewnie jak wszyscy uciekinierzy liczyli na to, że po tym wszystkim i po zakończeniu wojny, wrócą bezpiecznie do domu w Lublińcu. Stało się to jednak niemożliwe ze względu na przesunięcie granic Polski na zachód. Rodzina cudem ocalała, ale nie był to koniec ich tułaczki. Z Wałbrzycha zostali bowiem wypędzeni i wywiezieni w zamkniętych wagonach na zachód, do miejscowości Werlte w Dolnej Saksonii.


Kwiecień 1945 r. Żołnierze kanadyjscy i amerykańscy
patrolują ulice miejscowości Werlte. Źródło: https://canadianheroes.org/

Tutaj znowu wspomnienia najstarszego syna: „W czasie podróży zmarło niemowlę. Potem pociąg zatrzymał się na stacji kolejowej. Przed dworcem, w lesie, rodzina owinęła dziecko w ubranka, w lesie wykopano dół i tam pochowano dziecko. To zostało przez nas dzieci, zapamiętane na zawsze, mój brat miał trzy lata, a ja pięć”.


Zdjęcie poglądowe. Źródło: https://wykop.pl/

W tym czasie Anton Bednorz w czerwcu 1946 roku wraz z 16 innymi wysiedleńcami został przydzielony i umieszczony w tymczasowym obozie, w miejscowości Neuenkirchen, tj. około 80 km od reszty rodziny. Wojna nie pozostawiła tej miejscowości bez szwanku, choć nauczyciel Anton Bednorz pisał w 1946 roku: „Neuenkirchen… położone jest na południowy zachód od „Thieberg”, wtopione w piękny krajobraz żywopłotów Münsterland. Wojna pozostawiła tę wioskę bez śladu, powodując jednocześnie wielkie zniszczenia w wielu miastach”. Miasteczko wydawało się tym wysiedleńcom oazą spokoju po miesiącach spędzonych pod rządami polsko-rosyjskimi. Nie było tu ani milicjantów, ani Rosjan, którzy mogliby ich w każdej chwili aresztować. Antoniemu Bednorzowi przydzielono zakwaterowanie u miejscowego nauczyciela Heisterborga. 


Pocztówka z Neuenkirchen. Źródło: https://www.zvab.com/

Początki w tym nowym miejscu nie były łatwe. W czasie wakacji nauczyciel Anton Bednorz zarabiał, pracując przy żniwach. Bywało, że wraz z innymi uchodźcami zbierał zioła rosnące na rozległych łąkach, które po wysuszeniu pakowali w worki i sprzedawali.


Pocztówka z Neuenkirchen. Źródło:https://www.akpool.de/

Ponieważ Elizabeth Bednorz wraz z dziećmi nadal przebywała w Werlte, tylko co jakiś czas się widywali. Anton jeździł tam przepełnionym zazwyczaj pociągiem, pełnym ludzi wiozących żywność, którą po przybyciu do większych miast, natychmiast wymieniali na papierosy, herbatę, ubrania i inne rzeczy, których brakowało na wsi.


Okolice Neuenkirchen- osada St. Arnold. Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2369

Miejscowi traktowali uchodźców bardzo różnie. Jedni praktycznie od razu ich zaakceptowali i starali się ich wspomagać, dając pracę, organizując zbiórki żywności i artykułów niezbędnych im do przeżycia: butów czy ubrań. Inni długo dawali im odczuć, że nie są stąd, nazywali ich „Pollackami”, a osadę St. Arnold, gdzie było ich dużo „Małą Moskwą”.


Na współczesnej mapie Neuenkirchen i oddalona od niego o około 5 km osada Sankt Arnold

Nie wszyscy uciekinierzy znali niemiecki, a początkowo porozumiewali się tylko po śląsku. Z czasem postanowiono rozwiązać problem tymczasowych miejsc zakwaterowania. Uchodźcom w formie darowizny oferowano materiały budowlane i pieniądze na adaptację strychów. Z czasem w osadzie St Arnold wybudowano osiedle składające się z kilkunastu domów.


Jeden z budynków osady St. Arnold. Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2370

Wreszcie i dla Antoniego Bednorza nadeszły lepsze czasy. Zaproponowano mu podjęcie pracy nauczyciela. On sam początkowo chciał uczyć w szkole powszechnej w mieście powiatowym Burgsteinfurt, gdzie najprawdopodobniej były lepsze warunki do pracy. Ponieważ było to miasto z dominującą religią protestancką, odradzono mu tego. Dla władz ważna była edukacja dzieci w pełnej harmonii, dotyczącej także istotnej wtedy w procesie kształcenia religii. Dlatego też został pedagogiem w miejscowej szkole w Neuenkirchen, gdzie prawie wszystkie dzieci były katolikami. Oficjalnie stało się to w dniu 18 listopada 1946 r., po przedstawieniu władzom szkoły wszystkich dokumentów, w tym oświadczeń o swojej przeszłości zawodowej i politycznej.


Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/que113265

Chodziło tu przede wszystkim o wyeliminowanie nauczycieli z aktywną przeszłością w NSDAP, czego pilnowała administracja brytyjska. Pełniący obowiązki dyrektora Karl Evers zlecił mu nauczanie klasy 4 w szkole męskiej. Pomimo radości z zatrudnienia, dość krytycznie ocenia wyposażenie szkoły w Neuenkirchen w porównaniu ze szkołą w swojej dawnej ojczyźnie: Musiałem uczyć 76 chłopców w wieku 10 lat. W ciemnej klasie klasie, z podłogą pomalowaną farbą olejną, znajdowały się stare sześcioosobowe, niewygodne ławki, które prawdopodobnie służyły uczniom jeszcze przed przełomem wieków. Inne klasy nie były lepsze i robiły ponure wrażenie. Cóż za kontrast w stosunku do szkoły podstawowej w Lublinitz, z jej jasnymi salami lekcyjnymi, zadbanymi parkietami i nowoczesnymi krzesłami!”.


Budynek szkoły w St. Arnold w której uczył Anton Bednorz.
Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2374

Na początku roku szkolnego 1947 został przeniesiony do wiejskiej szkoły rolniczej w osadzie St. Arnold, na zastępstwo innego chorego nauczyciela. Uczył tam 64 dzieci z klas od 4 do 8. Na początku musiał tam chodzić 10 km dziennie, ponieważ mieszkał w mieście Neuenkirchen. Później dojeżdżał motorowerem.


Po lewej motorower Antona Bednorza (w środku),
na którym siedzi ksiądz. http://www.westfaelische-geschichte.de/

Anton Bednorz, być może wzorem Jakuba Bazarnika ze szkoły w Lublińcu pisał kronikę.


Strona tytułowa Kroniki pisanej przez nauczyciela
szkoły w St. Arnold Antona Bednorza. Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2364

Podobnie jak w Lublińcu przygotowywał z dziećmi akademie szkolne, przedstawienia teatralne oraz prowadził chór.


Zdjęcia z St. Arnold. Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2372

Szybko też zauważył, że miejscowe dzieci na co dzień mówią swoim dolnoniemieckim (dolnosaksońskim) dialektem i są bardzo dumne z tego. Sam  lubił słuchać, jak dzieci recytują wiersze dolnoniemieckie i zachęcał je do tego, ponieważ doskonale to rozumiał z własnego doświadczenia. Również dzieci wysiedleńców szybko „złapały” ten miejscowy język, a każdy, kto się go nauczył, od razu zyskiwał szacunek. Dotyczyło to także nauczycieli. Anton Bednorz w swojej kronice wspomina również, że uchodźcy nie zapominali o kultywowaniu swoich zwyczajów i języka. Młodzi Ślązacy, głównie z Dolnego Śląska wieczorami spotykali się w gospodzie Lorenbeck, gdzie śpiewali zapamiętane piosenki, recytowali wiersze i po prostu rozmawiali w swoim ojczystym języku. 


Neuenkirchen: Restauracja Lorenbeck Neuenkirchen.
Miejsce spotkań wysiedleńców. Tutaj także niektórzy z nich spędzili swoją pierwszą noc
po przyjeździe do tego miasteczka. Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2368

Pod koniec lutego 1947 społeczność ta zorganizowała koncert, na który zaprosili miejscowych. W programie znalazło się przedstawienie „Der Bergkrach” Paula Kellera, wiersze i wykłady w gwarze śląskiej oraz występy muzyczne chóru przesiedleńców. Lokalni goście byli bardzo zadowoleni z tego wieczoru, a niektóre pieśni sami zaczęli śpiewać. Chór wysiedleńców spotykał się raz w tygodniu na próby, a w następnym roku podobny wieczór połączono z zabawą i tańcami.


Fragment programu 3 Śląskiego Wieczoru w gospodzie Lorenbeck w Neuenkirchen,
w tym informacja o występie chóru Antona Bednorza.

Pozwoliło to kruszyć istniejące na początku bariery. Czasem organizowano również wspólne biesiady, po świniobiciu, kiedy to odbywała się degustacja tradycyjnych śląskich potraw. Podobne imprezy odbywały się także w gospodzie Heckmann.


Zdjęcia z St. Arnold. Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2373

Rodzina Bednorzów w 1949 roku była już w końcu razem. Także Elizabeth Bednorz oprócz codziennych obowiązków związanych z wychowywaniem dzieci i utrzymaniem domu, chętnie pomagała w organizacji przeróżnych imprez i akademii, na których często sama grała na swoim ulubionym instrumencie, czyli fortepianie. Wkrótce, 16 maja 1950 roku urodził im się ostatni z czwórki rodzeństwa Georg Bednorz.


Laureat Nagrody Nobla Georg Bednorz 

Szkoła, w której uczył Anton Bednorz była w opłakanym stanie i nie nadawała się do użytku. Z Neuenkirchen przywieziono barak, w którym odbywały się zajęcia 90 uczniów. W 1953 roku rodzice w obecności burmistrza i dyrektora dzielnicy pilnie wezwali do budowy nowej szkoły na terenie osiedla St. Arnold. Sprawę przyspieszyła wichura, która zerwała dach baraku i nagłośnienie tego wydarzenia, przez telewizję. Nowo wybudowana Josefschule w St. Arnold została otwarta 23 października 1956 roku.


Anton Bednorz prowadzi zajęcia w klasie. Źródło: http://www.westfaelische-geschichte.de/med2375

Dzieci przesiedleńców urodzone na miejscu, takie jak przyszły noblista Georg Bednorz swoje dzieciństwo spędziły bardzo skromnie, czasem biednie, ale jednocześnie pełne beztroski.


http://www.westfaelische-geschichte.de/med2385

Trudne warunki i początkowa niechęć miejscowych, być może przyczyniła się do tego, że wielu ze szczególnym zaangażowaniem, pracowitością i ciężką pracą zbudowało dla siebie nowe, dobre życie. Jakaż to satysfakcja, że ​​jedyny laureat Nagrody Nobla, który urodził się w Neuenkirchen, jest dzieckiem śląskich rodziców i został tu uhonorowany nazwaniem ulicy jego imieniem.

Ci starsi, którzy doświadczyli tych wszystkich trudnych sytuacji, często powtarzali: „Tam [na Śląsku] jest mój dom, ale tu jestem u siebie. Nie chcę już stąd wyjeżdżać. Tu mieszkam, tu czuję się dobrze, ale [Śląsk] pozostaje moim domem”.

Anton Bednorz, którego mogliby jeszcze pamiętać przedwojenni uczniowie Szkoły Powszechnej w Lublińcu, zmarł w Niemczech 7 kwietnia 1992 r. jako emerytowany rektor miejscowej szkoły.

Na podstawie:
Kronika Szkoły Powszechnej nr 1 – Archiwum Państwowe w Częstochowie
Fotopolska.pl
„Lubliniec, z dziejów miasta na Górnym Śląsku” – Jan Fiku senior
„Lubliniec, 750 lat historii miasta” – część Sebastian Ziółek
„Spacerem przez Lubliniec” – Jan Fikus senior
Archiwum Państwowe w Katowicach – życiorys napisany przez Antoniego Benorza
Dziennik Urzędowy Wydziału Oświecenia Publicznego Województwa Śląskiego, 1923/1924, R. 1, nr 6
Szkolnictwo w województwie śląskiem : przedszkola, szkoły wszelakiego typu, nauczycielstwo : opracowane na podstawie urzędowych materjałów i innych źródeł” – Józef Prażmowski 1936r. i 1938r.
Ostschlesische Post, 1936, Jg. 27, Nr. 47

Archiwum Nadrenii Północnej-Westfalii
https://www.ibm.com/history/georg-bednorz
https://www.lwl.org/westfaelische-geschichte/portal/Internet/input_felder/langDatensatz_ebene4.php?urlID=894&url_tabelle=tab_websegmente