Opolska Amazonka

Opolska Amazonka – Mała Panew

Część I

Autor: Piotr Serafin

Zdjęcia i tekst powstał tuż przed Świętami Wielkanocnymi w 2021 roku. Trasa którą nazwałem Opolska Amazonka to mój stały punkt programu na wiosnę. Początkowa miała mieć inną nazwę, ale po zgłębieniu tematu uznałem, że zasługuje na to miano. Podróż rozpoczynamy przy skrzyżowaniu ulic Pawła Stalmacha i Majdanek. Następnie ścieżką rowerową jedziemy do lublinieckiego parku. Mijamy obwodnicę, strzelnicę wojskową i kierujemy się na Dziewczą Górę, a stamtąd do Krupskiego Młyna. Do „Krupy” można dojechać krótszą drogą, wystarczy przed strzelnicą skręcić w lewo, a dalej prawie cały czas prosto, tak jak na tej starej mapie Wielanda 1736 roku.

„Stare drogi” z Lublińca do Krupskiego Młyna i do Żędowic 1736 rok.

Jednak ze względu na porę roku (wczesna wiosna, zrywka drewna) stan tej drogi jest dość kiepski, dlatego postanowiłem trochę dołożyć dystansu i zahaczyć o Dziewczą Górę.

 

Główne skrzyżowanie na Dziewczej Górze. Po prawej w kępie drzew i krzaków odnajdziecie dawny Piekarniok.

Pierwsze pisemne wzmianki o Dziewczej Górze (Dziewczagora, Dziewzagora) pochodzą z połowy XIX wieku, lecz historia tego miejsca jest prawdopodobnie dużo starsza, gdyż badania archeologiczne przeprowadzone w latach 30-tych zeszłego stulecia wykazały istnienie grodziska w okresie wczesnego średniowiecza. Przysiółek na początku zamieszkiwali głównie leśnicy i robotnicy leśni, a sama osada to do dziś zaledwie kilkanaście domów. Ale co ciekawe docierała tu kolej. Kolej wąskotorowa prowadząca z Pawonkowa do Kokotka z kilkoma odnogami (między innymi do Dziewczej Góry) została zbudowana w latach 1927-1928.

Parowóz i pracownicy kolejki lata 50-te

Po torach służących do transportu pozyskiwanego drewna nie ma już śladu, gdyż zdemontowano je w 1966 roku. Tuż obok osady znajduje się piaszczysta wydma porośnięta lasem, będąca pozostałością po okresach zlodowacenia. Obecnie jest to użytek ekologiczny znajdujący się pod ochroną o nazwie „Wydma Dziewcza Góra”. Wydmę i przysiółek zostawiamy po lewej i pędzimy dalej sosnowym lasem.

Po kilkunastu minutach, tuż przed Krupskim Młynem dojeżdżamy do sporej śródleśnej polany przeciętej małym strumykiem na której w 2019 roku wybudowano zbiornik retencyjny.

Po krótkim postoju jedziemy dalej i już po przejechaniu ok. 1 kilometra jesteśmy w Krupskim Młynie. Pierwszy widok po wjeździe do tego miasteczka to jednak nie domy, lecz budynki zakładu pracy NITROERG S.A. obchodzącego w tym roku 150 lecie istnienia.

 

Lata 1900-1915 , Widok ogólny fabryki

 

Z zakładem tym pośrednio związany jest słynny Alfred Nobel. Jednym z najważniejszych patentów, które zarejestrował Alfred Nobel była technologia nasączania nitrogliceryną ziemi okrzemkowej. Powstałą w tym procesie masę można było formować w naboje o zmiennej średnicy. W 1867 roku wynalazca opatentował tę technologię i zarejestrował znak towarowy pod nazwą dynamit. Już cztery lata później w 1871 roku Spółka przemysłowa Lignose Sprengstoffwerk GmbH podjęła decyzję o otwarciu w Krupskim Młynie zakładu produkcyjnego materiałów wybuchowych. Poruszamy się ul. Krasickiego, a następnie skręcamy w lewo w ul. Zawadzkiego. Nazwa Krupski Młyn pochodzi od istniejącego w tej miejscowości dużego młyna wodnego, którego właściciel nosił nazwisko Krupa. Jednym z bardziej okazałych budynków Krupskiego Młyna jest dawny gasthaus, a później kasyno mieszczące dom kultury, bibliotekę i stołówkę pracowników zakładu produkcji materiałów wybuchowych (obecnie prywatny hotel).

Lata 1900-1910 , „Gasthaus zur Lignose” – gospoda w pobliżu fabryki amunicji, pełniąca rolę stołówki dla jej pracowników. W 1915 roku budynek został rozbudowany do współczesnych rozmiarów. Na następnym zdjęciu stan obecny – hotel „Prawdzic” 2021

 

Opolska Amazonka – Mała Panew

Część II

Autor: Piotr Serafin

Co jeszcze warto zobaczyć w Krupskim Młynie? Przy ul. Zawadzkiego, drodze prowadzącej do bramy głównej zakładu NITROERG S.A. znajduje się przedwojenny zabytkowy most wiszący. Łączy on brzegi Małej Panwi.

Wiszący most w Krupskim Młynie.

Obok mostu stoi mała kapliczka Św. Józefa. Została zbudowana w roku 1993 w miejscu nieistniejącego już kościoła, a właściwie drewnianego baraku pełniącego funkcję. Nieco dalej stoi dawny budynek administracyjny miejscowej fabryki.

Kapliczka św. Józefa

Na końcu ul. Zawadzkiego, przy bramie głównej Zakładu można obejrzeć kilka tablic informacyjnych ze zdjęciami dokumentującymi jego historię. Skręcam w lewo i przejeżdżam przez kolejny most na Małej Panwi.

Brama wjazdowa zakładu „NITROERG S.A.”

Most przy bramie zakładu. To tutaj podobno znajdował się kiedyś młyn Kruppy – założyciela osady.

Jadę ścieżką rowerową prowadzącą przez dawną bocznicę kolejową. Na budynku po prawej, można odczytać do dziś widoczny napis: „Granica na Odrze i Nysie granicą pokoju”. Po lewej mijam tereny rekreacyjne tego miasteczka: boisko, korty tenisowe, siłownię, oraz park ze sceną.

 Po prawej bocznica kolejowa z napisem na budynku z czerwonej cegły.

Do Kielczy można jechać szosą asfaltową ale zdecydowanie wolę inną drogę. Na wysokości ośrodka zdrowia przy ul. Głównej skręcam w prawo, przez niestrzeżony przejazd kolejowy i następnie leśną drogą, która malowniczo wije się z lewej strony Małej Panwi. Niestety rzeki w tym miejscu jeszcze nie widać, ale po prawej cały czas towarzyszy nam spory, momentami kilkunastometrowy wąwóz którego dnem płynie ta rzeka. Po drodze mijamy sporo wiekowych dębów, ale dopiero na końcu czeka na nas prawdziwa perełka. Tuż przed Kielczą, na skraju lasu rośnie olbrzymi dąb.

Aleja dębów. Droga z Krupskiego Młyna do Kielczy. Po prawej dąb-olbrzym przy wjeździe do Kielczy.

Legenda głosi, że nazwa Kielcza pochodzi od kłów dzikich świń, które licznie występowały w tych lasach. Przez Kielczę jadę ul. Leśną, a potem ul. Dobrego Pasterza. Zatrzymuję się na chwilę przy XIX wiecznej kapliczce poświęconej patronowi Habsburgów, którym jest św. Jan Nepomucen.

Kaplica św. Jana Nepomucena w Kielczy.

Została wybudowana po powodzi, która kiedyś zalała wiele pobliskich wiosek. W roku 1997 woda ponownie wdzierała się do wioski, ale powódź zatrzymała się na wysokości kaplicy. Co roku mieszkańcy wsi gromadzą się wokół niej, aby dziękować Bogu i św. Janowi Nepomucenowi za ochronę przed żywiołem.

Za kaplicą widać na zdjęciu zabudowania dawnej gospody Franza Krawietza. Jeszcze w 2014 roku budynek ten był nieco bardziej okazały. Do dziś pozostał już tylko kawałek zabudowań z prawej strony.

 Gospoda Franza Krawietza. 2014 rok.