Rowerem do granicy

Tytuł jaki nadałem tej trasie rowerowej może dla niektórych brzmieć dość odstraszająco, no  i przede wszystkim gdzie, do której granicy? Bo generalnie do każdej jest w końcu dosyć daleko i przeważnie pod górę:) Zapewniam jednak, że średnio zaawansowany użytkownik roweru pokona ją bez większego problemu, bo to „ani straszno ani daleko”, zaś granicą tą jest pobliska niepozorna rzeka.

Liswarta bo o niej mowa, była i jest rzeką graniczną od wieków. To na niej kiedyś kończyły się wpływy czeskie, potem austriackich Habsburgów, wreszcie granica pomiędzy Prusami i Rosją, no a w końcu granica II RP i III Rzeszy. Rzeką graniczną pozostała zresztą do teraz, ponieważ przynajmniej umownie w górnym jej biegu stanowi północną granicę Górnego Śląska, a fragmentami już jak najbardziej realnie, oddziela od siebie powiaty lubliniecki i kłobucki, oraz oleski i kłobucki.


Fragment mapy Wielanda z 1736 roku.
Widoczna granica Monarchii Habsburskiej i Rzeczpospolitej

Zamieszczony fragment mapy pokazuje jak przed niemal 300 laty wyglądały tereny po których będziemy podróżować. W swoich trasach rowerowych staram się unikać dróg asfaltowych częściej wybierając te boczne, nieco zapomniane ale wciąż wykorzystywane przez okolicznych mieszkańców jako skróty przez las, czy też pola do sąsiednich miejscowości. Podejrzewam, że większość dróg którymi pojedziemy istniała już wtedy, gdy wszyscy poruszali się pieszo lub wozami konnymi, a liczyła się przede wszystkim odległość i czas jazdy. Z widocznego na mapie w lewym dolnym rogu Lublińca jedziemy ścieżką rowerową na północ w kierunku Steblowa, który był wtedy odrębną wioską. Następnie „tajemniczym” przejściem pod torami kolejowymi i dalej drogą do pałacu Ballestrema w Kochcicach. Dzisiaj jednak pałac omijamy z lewej strony podziwiając zaś, znajdujące się na trasie zabudowania folwarczne hrabiego. Jeden z takich budynków – dawna gorzelnia ma być wkrótce odrestaurowana i udostępniona do zwiedzania jako zabytek techniki. Dalej jedziemy w stronę Pawełek w których możemy obejrzeć zabytkową kapliczkę myśliwską Ballestrema przeniesioną tu z rezerwatu rododendronów „Brzoza”. Tuż za kapliczką skręcamy w lewo w ulicę Stawową, aby następnie groblą pomiędzy stawami a później lasem, dotrzeć do miejscowości Zborowskie.



Widoki na grobli oddzielającej stawy Nowy i Wanda

Do wioski wjeżdżamy ulicą Polną, która przed samym Kościołem Podwyższenia Krzyża Świętego z 1923 r.


Kościół Podwyższenia Krzyża w Zborowskich

udekorowana jest lipami posadzonymi 13 lat później tj. w roku 1936.


Aleja Lipowa prowadząca do kościoła

Jak mówi legenda założycielem osady był polski szlachcic  o nazwisku Zborowski. Szlachcic ów miał się tutaj pojawić przed laty, gdy panami okolicznych  gęstych lasów była tylko dzika zwierzyna. Miał tam mieszkać ze swoją służbą  w drewnianym dworku myśliwskim  na wzniesieniu zwanym „Fabryką”.

Tak naprawdę jej nazwa wywodzi się od słowa „Bór” czyli las, który w przeszłości porastał te ziemie. Być może mówiono „z Borowskiego”. Połączenie tych dwu wyrazów zlało się w jedną całość i stąd nazwa Zborowskie. W dokumentach nazwę miejscowości znajdujemy w „Urbarzu Lublinieckim” z roku 1640, gdzie jest zapisana jako „Borowsske”. Na podstawie urbarza można wywnioskować, że w tym czasie mieszkało tam ok. 200 osób. Miejscowość składała się z dwóch części Dolnej Wsi i Górnej Wsi, a pamiątką tego są dzisiejsze ulice Zborowskiego Dolna i Górna.

Oprócz tego w skład miejscowości wchodzą też liczne przysiółki: Brzegi, Drindowe, Staschowe, Łysegóry, Niedźwiedź, Kierzki, Majchrowe, Ściegna, Kopanina, Brewkowe, Paris, Luksza, Pnioki, Śpiwoki, Cisie. Była to jedna z najbardziej rozległych wsi w powiecie lublinieckim. Osobna miejscowość  to położona przy drodze do Ciasnej – Bogdala, w której znajdował się młyn. Bogdalę przyłączono do Zborowskiego później w 1874 roku. Na początku istnienia wsi mieszkańcy zajmowali się głównie pracą na roli i w lesie, oraz rybołówstwem. Zborowskie należało w przeszłości do właścicieli Lublińca. Była wśród nich rodzina Cellarych, nastepnie pochodząca z Alzacji rodzina de Garnier, rodzina Ziemieckich, Grotowskich, Renard oraz von Kościelskich. W 1889 r. jest nim książę Alfred Radolin z Jarocina, zaś po roku 1910 hrabia Zygmunt Chłapowski. Pierwsi mieszkańcy Zborowskiego, jak  wskazują  na to ich nazwiska, byli pochodzenia polskiego. Stąd też wynika polska nazwa wsi, jak też obecna tu religia katolicka. W okresie rządów pruskich, a później niemieckich od połowy XVIII wieku, ludność była w mniejszym lub większym stopniu, ale systematycznie przez około 200 lat germanizowana. Zmieniło się to o „180 stopni” po zakończeniu II Wojny Światowej i zmianie granic. Ludność zaczęto „dla odmiany” polonizować, a wszelkie przejawy okazywania swojego niemieckiego pochodzenia były dyskryminowane i surowo karane, zaś ludzi posługujących się tylko językiem niemieckim traktowano z niechęcią i pogardą.

Zborowskie znane jest przede wszystkim jako miejsce produkcji glinianych fajek. Manufaktura powstała w roku 1753 i należała do spółki w składzie: Andreas von Garnier – właściciel dóbr lublinieckich, Samuel Grulich – kupiec wrocławski, Karl von Unfriedt – radca wojenny i Rappard – komisarz rolny. Uzyskali oni królewski przywilej gwarantujący ochronę przed konkurencją. Dwunastu sprowadzonych z Holandii fachowców uruchomiło zakład, który zatrudniał już rok później 40, a w 1788 roku aż 115 robotników. Maksymalna produkcja to 7000 fajek dziennie, a około dwa miliony rocznie. Ważną rolę w procesie wytwarzania fajek pełnił młyn na Bogdali, w którym mielony był materiał do produkcji cybuchów. Oprócz fajek wytwórnia zajmowała się też produkcją fajansowych naczyń. Jednak ta działalność została w 1767 r. przeniesiona do Glinicy. Jakość fajek ze Zborowskiego była tak wysoka, że rozprowadzano je na cały ówczesny świat. Nie wiadomo dokładnie, kiedy wytwórnia zaprzestała swojej działalności. W 1838 r. fajki jeszcze produkowano, w 1861 r. fabryka była już na pewno nieczynna.



Budynek mieszkalny z końca XIX wieku na ul. Fabrycznej.
Jego piwnica to być może jedyna pozostałość
po dawnej Fajczarni znajdującej się w tym miejscu.

Do rozkwitu miejscowości przyczyniło  się również odkrycie  złóż rudy  żelaza,  a następnie budowa wielkiego pieca na Brzegach oraz huty żelaza na Dryndowym i Stasiowym. Pozostałości po wydobyciu, widać jeszcze w lasach jadąc w stronę Panoszowa. Wydobycia rudy darniowej zaprzestano z chwilą wygaszenia wielkiego pieca na Brzegach w 1876 roku. Oprócz tego istniała tu też mała cegielnia, która znajdowała się w lesie na północ od Zborowskiego, po prawej stronie drogi na Brzegi.


Ślady w lesie – charakterystyczne dziury i kopczyki,
pozostałości po wydobyciu rudy żelaza w XIX wieku


Dom pracowników huty w Brzegach

Z uwagi na duże zapotrzebowanie na transport i fatalną jakość dróg rozjeżdżonych metalowymi obręczami kół wozów konnych, wybudowano w lesie kolejkę wąskotorową z Dryndowego i Brzegów do Patoki i Sierakowa.


Na czerwono – zaznaczony przebieg kolejki wąskotorowej
w okolicach Zborowskiego (Ostenwalde)

Pierwsze wzmianki o istniejącej w Zborowskim szkole pochodzą z II połowy XVIII wieku, gdzie w kolonii Łyse Góry naukę prowadziła polska zakonnica. Później od około 1800/1802 istniała szkoła powszechna, a w niej pierwszym nauczycielem był pełniący jednocześnie funkcję sekretarza gminy niejaki Golombek. Drewniany budynek tej szkoły obecnie nie istnieje. Ze względu na ciasnotę w 1850 r. w Zborowskim oddano do użytku nową murowaną już szkołę, w której pracowało dwóch, a później nawet pięciu nauczycieli. Po okresie prosperity gminy, ze względu na sporą liczbę kradzieży i rozbojów oraz przypadki podpaleń gospodarstw, a nawet morderstw w 1876 rozpoczyna działalność posterunek żandarmerii i stacja celna. Jego załogę początkowo stanowiło pięciu mężczyzn i co ciekawe do ich współpracy czasami konieczny był tłumacz ponieważ dwóch z nich posługiwało się językiem polskim, a pozostali niemieckim. 


Zborowskie na przedwojennej widokówce u góry gospoda,
sklep (ul. Główna 34), domy celników (ul. Polna 24 i 26),
domy (ul. Fabryczna 1,3,5), szkoła (ul Dolna 2)

W roku 1882 we wsi działa już agencja pocztowa, do której listy i paczki docierały z Lublińca do Zborowskiego rano o 8:30, zaś wieczorem o 17:30 kurier wyjeżdżał ze Zborowskiego z  pocztą do Lublińca. Dwa lata później – 1 lipca 1884 przez stację w pobliskiej Ciasnej przejeżdża pierwszy pociąg na trasie Lubliniec – Kluczbork, co było niewątpliwie oknem na świat tutejszej ludności.


Dworzec w Ciasnej (Teichwalde) 1937r.

W roku 1890 z agencji pocztowej można już było przeprowadzać rozmowy telefoniczne z Sierakowem i dalej z resztą świata. Linia telefoniczna do tej miejscowości została wybudowana w zaledwie 10 dni. W 1905 r. założono bibliotekę. Drogę do Ciasnej utwardzono w roku 1926, zaś w styczniu 1927 roku, miało miejsce największe wydarzenie dla ludzi tamtego pokolenia – doprowadzenie linii elektrycznej i jednoczesne pojawienie się pierwszych aparatów radiowych. Warto wspomnieć, że tereny za Liswartą zelektryfikowano dopiero w połowie lat 50-tych. W 1936 zmieniono nazwę miejscowości na Ostenwalde. Po wojnie w 1957 roku została wykonana na terenie gminy instalacja radiowęzłowa zwana przez mieszkańców „kołchoźnik”. Głośniki były montowane na słupach energetycznych umożliwiając mieszkańcom słuchanie radia oraz „ważnych komunikatów” – najczęściej propagandowych. Głośniki za opłatą można było też zainstalować w gospodarstwach domowych.

 
Plan Zborowskiego

Wracając do trasy wycieczki po obejrzeniu kościoła na ul. Polnej, skręcamy w ul. Fabryczną, gdzie stoi zabytkowy budynek mieszkalny z lat 40-tych XVIII wieku. Jeśli chcemy obejrzeć szkołę i zachowane, pamiątkowe słupki graniczne na jej boisku, należy skręcić w lewo w ul. Górną i zaraz na skrzyżowaniu znów w lewo w ul. Główną. Jeśli nie, z ul. Górnej skręcamy w prawo w Piaskową i jedziemy w kierunku wyrobiska gliny na Gajkowym koło Panoszowa.


Wyrobisko gliny dla pobliskiej cegielni Patoka

Za kopalnią gliny skręcamy w prawo i po ok. 2 kilometrach obowiązkowo zatrzymujemy się na moście na Liswarcie, by podziwiać widoki na granicy jak na poniższych zdjęciach.


Liswarta

Jadąc dalej na północ docieramy do miejscowości Ługi-Radły, a od niej kierujemy się do Kamińska. Tam możemy odbić na chwilę w prawo i dojechać do kolejnego mostu na Liswarcie. Obie miejscowości znajdowały się na terenie dawnej Rzeczpospolitej, a później zaboru rosyjskiego. Z Kamińska jedziemy wzdłuż Liswarty bardzo urokliwą drogą prowadzącą przez las, a następnie łąkami tuż przy korycie rzeki, aby natrafić na kolejny most, a w zasadzie dwa mosty. Oba dzieli kilkadziesiąt metrów.


Po lewej most na strumyku płynącym z Herb
stanowiącym granicę pomiędzy Prusami i Rosją Carską.
Po prawej kolejny most na Liswarcie.

Tutaj droga rozwidla się, podobnie jak dawna granica. Odtąd stanowi ją niewielki strumyk płynący tu z Herbów Starych i zasilający Liswartę tuż za mostem. Jadąc w prawo dojedziemy do ….…, ale to temat na inną wycieczkę;) My skręcamy w lewo i po chwili jesteśmy w Łebkach, kolejnej miejscowości granicznej o stosunkowo krótkiej, ale bardzo ciekawej historii, którą na pewno jeszcze opiszę przy okazji następnych rowerowych wypadów w te piękne okolice.

Po minięciu tej malutkiej wioski liczącej niespełna 70 osób kierujemy się w prawo, a po chwili jesteśmy przy rezerwacie przyrody „Cisy w Łebkach” i kolejny raz mijamy granicę na wspomnianym już wcześniej strumyku. Rezerwat utworzony w 1957 roku stanowi siedlisko cisa pospolitego naturalnie odnawiającego się. O wyjątkowości tego miejsca świadczy też doskonale zachowany łęg olszowy przy leśnym strumyku. Oprócz olszy czarnej rosną tu też: jesion wyniosły, klon pospolity, brzoza omszona, sosna zwyczajna, świerk pospolity, jodła i wiąz.  W rezerwacie spotkać można też trzy gatunki roślin objętych całkowitą ochroną, tj. wawrzynek wilczełyko, widłak wroniec i liczydło górskie.


Rezerwat przyrody „Cisy w Łebkach”

Z okolic rezerwatu wracamy na południe w kierunku Taniny, a tam kolejne widoki.


Bród w okolicy Taniny


„Samo napędzające” urządzenie do czerpania wody z rzeki Liswarty

W Taninie skręcamy w prawo na most, a dalej w lewo w ulicę Niwską prowadzącą do przysiółka o tej samej nazwie czyli Niwy. Następnie jedziemy prosto do Ostrowa i dalej do Kochanowic. W Kochanowicach docieramy do głównego skrzyżowania przy światłach z przejściem dla pieszych. Dalej dla własnego bezpieczeństwa pokonujemy skrzyżowanie na wspomnianym przejściu i jedziemy do centrum miejscowości. Następnie ścieżką rowerową w stronę Lublińca, po drodze mijając Jawornicę. W Lublińcu w lewo w ul. Podmiejską, potem jeszcze pod górę na wiadukt, jeszcze kilometr i jestem w domu:)

Tak jak napisałem na wstępie wycieczka nie jest jakoś specjalnie wymagająca, lecz dosyć długa. Prowadzi w większości mało uczęszczanymi drogami asfaltowymi, a także ubitymi duktami leśnymi. Całość trasy to około 60 km. Mnie wyszło dokładnie 57, więc na samą jazdę trzeba przeznaczyć około trzech, czterech godzin. Jeśli doliczymy postoje na zwiedzanie i odpoczynek to powinniśmy zarezerwować jeszcze dodatkowy czas. Zapewniam, że widoki na trasie jak i sama jazda w ciszy i spokoju z dala od zgiełku dnia codziennego w pełni zrekompensuje nam jej trudy. Przed każdą wycieczką warto też zajrzeć do internetu i poczytać troszkę o okolicach które chcemy odwiedzić, bo jeśli tego nie zrobimy łatwo pominąć ciekawe miejsca, miejsca z historią.

Mapka „Trasy do granicy”

W opisie wykorzystano materiały i zdjęcia:
„Kronika szkoły w Zborowskim”
https://www.zborowskie.info/
https://fotopolska.eu/
https://polska-org.pl/
materiały własne