Jan Czwortek

Autor postu: Piotr Serafin

Niedawno 14 lutego minęła już druga rocznica jego śmierci. Jest jednym z Honorowych Obywateli miasta Lublińca.

Jan Czwortek urodził się 23 grudnia 1922 roku w Lublińcu. Był synem kolejarza Franciszka Czwortka i Franciszki z domu Srodeckiej. Miał czworo rodzeństwa. Był uzdolniony muzycznie i już jako 16-latek, tuż po ukończeniu szkoły powszechnej w Lublińcu (Czerwonej Szkoły na ul. Stalmacha), zdał egzamin uprawniający go do wstąpienia do reprezentacyjnej orkiestry Wojska Polskiego 36 Pułku Legii Akademickiej w Warszawie. Gry na skrzypcach uczył się od 12 roku życia, chciał zostać muzykiem. Rok później jego marzenia legły w gruzach, wybuchła wojna… Uczestniczył w obronie stolicy, a następnie pod Garwolinem walczył zarówno z Niemcami, jak też z Sowietami, którzy 17 września wkroczyli do Polski.

Wobec zaistniałej sytuacji stanął przed wyborem: czy uciekać do Rumunii, czy trafić do niewoli. Jako jeniec trafił do Radomia, skąd udało mu się uciec, dzięki zdobytemu cywilnemu ubraniu oraz niezbyt sumiennie pilnującym uwięzionych, niemieckim strażnikom. Wrócił do Lublińca, który 8 października 1939 roku dekretem Adolfa Hitlera został wraz z całym województwem śląskim włączony do III Rzeszy. Pracował w hucie „Andrzeja” w Zawadzkiem, lecz jako Ślązak, pomimo powstańczej przeszłości swojego ojca został powołany do Wehrmachtu. Zgodnie z rozkazem wyjechał ze swoim oddziałem w głąb Niemiec, a potem do Francji. W miejscowości Remiremond udało mu się przejść na stronę wojsk alianckich. Później już szeregach armii Andersa, walczył we Włoszech, między innymi w bitwie pod Monte Cassino. Służył w III Dywizji Strzelców Karpackich.

Szczęśliwie przeżył wojnę, a jego korpus został przetransportowany do Anglii i następnie zdemobilizowany. Tam założył rodzinę i zamieszkał w miejscowości Oundle. Na początku priorytetem była oczywiście nauka języka angielskiego. Marzenia o grze na skrzypcach zastąpiła konieczność podjęcia pracy zarobkowej, pozwalająca utrzymać rodzinę. Pracował w tartaku, a później w branży budowlanej. Z czasem założył własną firmę budowlaną.

Oundle. Niewielka miejscowość w Anglii znana z kościoła św. Piotra i słynnej szkoły założonej w 1556 roku. Tutaj Jan Czwortek spędził 74 lata.

Został członkiem powołanego do życia Stowarzyszenia Kombatantów Polskich. Do kraju długo nie mógł wrócić. Po raz pierwszy przyjechał tu na Święta Bożego Narodzenia w 1959 roku. Nigdy nie zapomniał jednak tego, skąd pochodzi. Jeszcze w latach, gdy w Polsce rządzili komuniści organizował w Anglii zbiórki żywności, która potem najczęściej w grudniu, przed świętami trafiała do Lublińca. Dzięki nagłośnieniu akcji w tamtejszej prasie, radiu i telewizji, w pomoc zaangażował wielu darczyńców. Pierwszy transport dotarł do naszego miasta w 1982 roku. Rozprowadzaniem darów zajmowali się księża parafii Św. Mikołaja.

Ksiądz dziekan Józef Żurek – Proboszcz parafii Św. Mikołaja. Na początku akcji pomocy charytatywnej, prawa ręka Jana Czwortka w Lublińcu

Te najzwyklejsze produkty, jakie dzisiaj można kupić bez problemu w każdym markecie, wtedy były dla wielu mieszkańców ogromną pomocą i czymś wyjątkowym w tej otaczającej nas szarej, smutnej rzeczywistości. W czasie trwania stanu wojennego, jako prezes fundacji „Oundle Aid to Poland” organizował również pomoc lublinieckiemu szpitalowi. Pomagał również w sfinansowaniu i transporcie sprzętu medycznego, środków opatrunkowych oraz leków.

Szpital w Lublińcu ok. 1970 roku.

Był także inicjatorem i współorganizatorem wyposażenia gabinetu stomatologicznego w Zakładzie Karnym w Lublińcu. Podczas jednej z grudniowych wizyt w naszym mieście, został wezwany na komisariat milicji, w celu złożenia wyjaśnień. Po wnikliwym przesłuchaniu, jako obywatel angielski, szczęśliwie uzyskał zgodę na dalszą pomoc mieszkańcom. Ostatni taki transport dotarł do Lublińca 1995 roku. Pod koniec życia w swoim rodzinnym, ukochanym mieście bywał dosyć często.

Wizyta Jana Czwortka w Lublińcu w 2015 roku.

Miał tu spore grono znajomych i przyjaciół, którzy wspominają go jako energicznego, niezwykle otwartego, tolerancyjnego i zawsze uśmiechniętego człowieka. Warto też pamiętać jego słowa: „W życiu należy dawać, a nie brać, żądać i stawiać warunki. Wymagać – owszem, ale przede wszystkim od siebie”.

O Lublińcu nigdy nie zapomniał, choć w Anglii mieszkał 74 lata. Warto, by także mieszkańcy nie zapomnieli o tym pięknym człowieku.

Na podstawie:

„Ziemia Lubliniecka” 1/2020, artykuł Michał Janusz

„Nowiny Lublinieckie”nr. 5/2015

https://dziennikzachodni.pl/zmarl-jan-czwortek

„Uroczy Lubloiniec” – zdjęcia szpitala – Henryk Luki Łukoszek

https://silesia.edu.pl/index.php/Plik:Zurek_Jozef.jpg