Juliusz Ligoń o kościółku

Juliusz Ligoń w Kalendarzu Górnośląskim z 1885r. zapisał taką oto wersję legendy o powstaniu kościółka pw. św Trójcy w Koszęcinie.


Kościół św. Trójcy – z początku XX wieku

„Już wam właśnie mówiłem, a więc o tem wiecie.
Że Koszencin jest wieś w Lublinieckim powiecie.
Od tej wsi wychodząca ku południu droga,
Prowadzi do Tarnowic i też do Tworoga.
A przy drodze stoi tam drewniana świątynia,
Tylko małą ćwierć mili od wsi Koszencina.
Przy świątyni jest cmentarz ogrodzon dokoła,
A przy płocie od drogi jest kapliczka mała,
W kapliczce zaś studzienka, a w niej wodziczka święta,
Uzdrawiająca ludzi, także i bydlęta.
Lecz wielu obok miejsca idąc tam świętego.
Nie wiedzą o cudownym początku onego.
Niejeden może myśli z jakiej też przyczyny.
Kościół ten tak daleko od wsi wystawiony?
Więc ja mając wiadomość z opisu dawnego,
Opowiem choć pokrótce o początku jego.

Otóż około roku niżej podanego,
Jeden tysiąc i pięć set sześćdziesiąt czwartego,
W miejscu gdzie jest ten kościół kilka dębów stało.
Gdzie też oto zjawienie takie się tam działo:
Niewiasta z pobliskiego dawnego tam młyna,
Troje dziatek maleńkich pod dębem śledziła,
Dziwiła się wielce skąd się ślady brały,
Gdyż tam ludzkie dzieciny nigdy nie biegały.,
Zasypała ślad piaskiem i też umiatała,
Lecz codziennie te same stopki znajdywała.
A gdy dalej uwagę ludzie tam zwrócili,
Procesyi w tem miejscu śpiewy usłyszeli.

Był wtenczas w Koszencinie gospodarz Kluczeński
Był też jeszcze Górny-Szląsk więcej jak dziś polski.
Toć także i nazwiska czysto polskie były;
I dopiero się później cokolwiek zniemczyły;
Nie masz już w Koszencinie nazwiska takiego,
Lecz dotąd łączkę zowią stawkiem Kluczeńskiego.

Kluczeński miał przy sobie brata Wincentego,
Trudniącego, się końmi jeszcze bezżennego:
Ten gdy raz tam pasł konie, spać mu się zachciało
(konie pasł w tym miejscu, gdzie kościół stoi)
I przedrzemnął się czujnie chwilkę tylko małą.
A gdy oczy otwiera, koni nie spostrzega,
Szuka trzy dni i Boga, by pocieszył, wzywa.
Wraz widzi obok siebie dzieciątko nadobne.
Które do niego rzekło te słowa łagodne:
„Jeżeli drzewo na kościół dowozić tu będziesz
To ci konie pokażę i w niebo przybędziesz.”

Przyrzeka więc Wincenty dzieciątku małemu.
Które konie pasące pokazuje jemu.
I znika mu z przed oczu, a on zaś w podzięce.
Na kolana upadłszy wznosi w niebo ręce.
Poczem zaczyna drzewo na to miejsce zwozić,

Lecz ludzie zaś inaczej zaczęli mu radzić.
Żeby nie woził drzewa do miejsca mokrego,
Lecz na górę przy stawie tamże obok niego.
Jest tam dotąd ta góra sosną porośnięta,
Lecz ze stawu jest łąka trawą obsunięta.



Górka zwana „Żydowiną” – na którą wg. legendy Kluczewski zwoził drzewo,
a z której wielki rak zrzucał ja na polankę

Wincenty więc usłuchał doradczego ludu.
Woził drzewo w tę górę, lecz nowego cudu
Wszyscy znowu poznali danego im z nieba,
Bo ile on na górę przez dzień zawiózł drzewa,
Tyle dziwnym sposobem w nocy przeniesiono,
Na to miejsce gdzie tenże kościół wystawiono.


Grafika przedstawiająca legendę o powstaniu św. Trójcy,
z opracowania ks. Karola Urbana  – 1911r.

Gdy wreszcie kościół stanął więc tuż obok niego,
Wynikł strumyk źródła uzdrawiającego.
Bo jak wam już mówiłem ta wodziczka święta.
Leczyła wiele ludzi, także i bydlęta.
Mianowicie konie cztery furmanowi,
Oślepły wszystkie naraz temu biedakowi.
I gdy ludzkiej pomocy nie stało do tego,
Prowadził swoje konie do miejsca świętego,
Z mocną wiarą i ufnością w Boga wszechmocnego
Który to nie opuszcza w nim ufającego,
Nie zwiódł się w nadziei ów człowiek poczciwy,
Bo oto sprawił znowu Pan Bóg cud prawdziwy.
Gdyż konie przy studzience same poklękały,
I cudownie zarzawszy wszystkie wraz przejrzały.
Zdjąwszy furman z nich uzdy, w kościołku zawiesza,
Na pamiątkę, że Pan Bóg strapionych pociesza.
Gdy go prosimy z wiarą, a z serca szczerego,
Oto co służy bliźnim i nam do dobrego.


Kapliczka i źródełko z „cudowną wodą” – widok współczesny

W kościółku tym, gdzie ołtarz wielki wystawiony,
Stał w tym miejscu wielki dąb z dawna wyrośniony.
Który ścięty i w słupek pięknie obrobiony,
Z lewej strony ołtarza tegóż wystawiony.
Na nim wiszą te uzdy furmana onego,
Wisiała tam i książka z opisem wszystkiego
Czy talem ja tak może przed trzydziestu laty,
Był już dosyć rękopis przez starość zatarty,
Był w miej opis po polsku, niemiecku, łacinie,
Lecz już zgoła ta książka poszła w zaginienie.
Pamiętając ją jednak z czytania dawnego
opowiadam wam podług opisu onego.


Ołtarz kościoła pw. św. Trójcy z początku XX wieku


Obraz ilustrujący legendę o kościółku św. Trójcy w Koszęcinie

Wisi też na tym słupku wielki pazur z raka,
A krąży między ludem tamże powieść taka:
Że wielki rak, który miał ten to pazur spory,
Przewłóczył Wincentemu stawem drzewo z góry,
Na to miejsce, gdzie dziecię onemu wskazało,
Jak to już o tem właśnie wam się powiedziało;
A że potem nań sidła w stawie zastawili,
Przez które ten to pazur rakowi odjęli.


Pudełeczko z legendarną „uzdą konia i pazurem raka”

W książce jednak nic o tem nie było napisano,
Ani też na obrazie, nie jest malowano.
Bo trzeba wam wiedzieć, przy słupku jest obraz
Na którym malowniczy wszystkiego jest wyraz
Widać tam małe dziecię pod dębem stojące
Widać i dwie niewiasty ślad zacierające,
Widać i procesyje ludu nabożnego,
Jak, przychodzą z daleka do miejsca świętego.
Dalej na tym obrazie widać Wincentego.
Obok dziecię nadobne, mówiące do niego,
Wskazujące zgubione konie Wincentemu,
Skoro drzewo na kościół przyrzekł wozić jemu.
Na ostatek też widać drzewo wożącego,
I jak konie klękają u miejsca świętego (…)”



Kościół pw. św. Trójcy – widok współczesny

Na podstawie:
Kalendarz Górnośląski 1885r. Juliusz Ligoń
Karl Urban – „Die Trojcakirche bei Koschentin”
Zabytki sztuki rodzimej Polski Zachodniej. Zeszyt III – 1925r.
Zdjęcia prywatne: Piotr Serafin, Bartek Zbączyniak
Wikipedia