Hotel Europejski

O restauracji w hotelu „Europejskim”, dawniej „Pod Księciem Prus” („Zum Prinz von Preussen”), również możemy przeczytać barwną anegdotę zanotowaną przez Wojciecha Kosmalę:
 
W lokalu tym można było spotkać zawodowych skaciarzy lepszej społeczności. Jednego późnego wieczoru przybył do lokalu namiętny skaciarz, stary wiarus, chorąży miejscowego pułku. Był już na małym gazie. Stanął przy stoliku, gdzie bito skata, wtrącając swoje trzy grosze, co powodowało rozgardiasz. Wśród grających znajdował się ówczesny kierownik Miejskiej Kasy Komunalnej, pod adresem którego padały różne docinki, wiadomo – pożyczkowe. Zakończono grę. Gracze postanowili rozprawić się z zuchwalcem. Wychodząc z lokalu, a było już późno w nocy, urządzili zasadzkę na ulicy Pawła Stalmacha, tuż przy moście Lublinicy. Chorąży idąc samotnie do domu został napadnięty. W porę zdążył wyciągnąć szablę – oficerowie i starsi podoficerowie nosili ją stale. W obronie własnej chorąży zranił w twarz i głowę kierownika kasy. Napastnicy widząc zbroczonego krwią kolegę zaprzestali napaści, unosząc rannego do pogotowia lekarskiego. Chorąży zdawał sobie sprawę ze skutków zajścia, toteż rano złożył raport dowódcy pułku. Dowódca lubił swoich starych wiarusów, przyrzekł, że sprawę załatwi. O godzinie 11.00 stawili się napastnicy u dowódcy pułku, kierownik kasy z obandażowaną głową i twarzą. Dowódca wysłuchał zażaleń i z miejsca orzekł, że ukarze chorążego nie za to że bił, ale za to, że używając szabli nie ma trupów. Żalący się zrozumieli sentencję wyroku, z opuszczonymi głowami opuścili dowództwo”.