Od kajaka do jachtu
Pan Andrzej Gryt po prawej w 1994 roku na pokładzie „Nitrona”
Do wody ciągnęło mnie od dziecka. Odkąd nauczyłem się czytać, wciągały mnie książki o tematyce przygodowej i podróżniczej. Do dziś w oczach mam model żaglówki, którą z kory wystrugał mój starszy brat, z żaglem z papieru, sterem z żyletki opatrzył i… toto pływało.
W tym czasie (lata 50-te) na lublinieckiej „Kanadzie” zdarzały się kajaki, ale tylko mogłem na nie popatrzeć. Mój najstarszy brat budował kajaki w dalekiej Obrze, ale te również mogłem zobaczyć tylko na zdjęciu…
Brat zabrał mnie na Mazury po raz pierwszy, kiedy skończyłem szkołę podstawową. Dwa tygodnie na mazurskich jeziorach i do tego w kajaku utwierdziły mnie w przekonaniu, że żaglówka to jest to, co muszę opanować i w przyszłości posiąść. W następnym roku również na Mazurach, ale na kajaku z żaglem opanowałem sztukę halsowania. Później były lata marzeń i trochę włóczęgi po górach. Kiedy pod koniec lat 60-tych wyszedłem z wojska, pierwszy urlop i kilka następnych ponownie spędziłem na kajaku na Mazurach i jeziorach augustowsko – suwalskich. Wtedy też po raz pierwszy w życiu miałem okazję przepłynąć pod żaglami na pokładzie „Omegi” jezioro Śniardwy, po niefortunnej wywrotce kajaka w czasie burzy…
Zdjęcie poglądowe
Myśl o zdobyciu patentu żeglarskiego ciągle nie dawała mi spokoju. W maju 1973 r. z inicjatywy Zdzicha Krajnika, założyliśmy Yacht Club „Hals” przy zakładzie „Nitron-Erg” w Krupskim Młynie. Wśród członków założycieli znalazła się również moja skromna osoba i Heniek Mańka. W następnym roku dołączyli do klubowej wspólnoty jeszcze Heniu Knabel i Gotfryd Furman. Potem już z roku na rok liczba członków klubu rosła w postępie geometrycznym (ale fluktuacja też była niemała)…W klubie od razu znalazło się dwóch żeglarzy z patentem sternika jachtowego, w tym jeden (Zdzich właśnie) ze stażem morskim.
Nie czekałem, aż w klubie pojawi się możliwość zdobycia patentu i latem tego samego roku, namówiłem kolegę Heńka Mańkę i pojechaliśmy do Węgorzewa, skąd wróciliśmy z patentami sternika. Od tej pory w klubie była już „kadra” zdolna do przekazywania wiedzy i umiejętności żeglarskich innym. W roku 1975 mogliśmy już doprowadzić wyszkolonych przez nas żeglarzy do egzaminów na podstawowe stopnie żeglarskie, w wyniku czego większość członków klubu miała stosowne uprawnienia.
W tym czasie mieliśmy już za sobą trzy klubowe rejsy mazurskie (ponad 50 osób) i dwa rejsy morskie – bałtyckie (18 osób). Pierwszy rejs we wrześniu ’74 z Gdańska do Rygi w Łotwie (ówczesny ZSRR) odbył się na jachcie „Euros” (stalowy jol 80 m kw. ożaglowania) w szczególnie trudnych warunkach i zasiał mi pewnie wątpliwości (choroba morska), których jednak szybko się pozbyłem…
W następnym roku (1975), również we wrześniu popłynęliśmy do Danii i Szwecji „Barbórką” – słupem 50 m kw. Wcześniejsze jachty wypożyczaliśmy, więc wiosną 1975 r Zakłady Tworzyw Sztucznych „Nitron Erg” w Krupskim Młynie, rozpoczęły budowę stalowego jachtu pełnomorskiego typu J-80, którego kadłub ukończono jesienią tego samego roku. Aby łódka mogła opuścić swoją „stocznię” i znaleźć się w środowisku jej właściwym, dalsza budowa i wyposażanie w osprzęt, potrwały jeszcze kolejne dziewięć lat.
Pan Andrzej Gryt na „Nitronie” 25 lat później, we wrześniu 2019 roku
25.05.1985 r. w Gdańsku odbył się chrzest jachtu, na którym nadano mu imię „NITRON”. W międzyczasie (lata 76-79) odbyłem szereg rejsów morskich, potrzebnych do wykazania się stażem upoważniającym do zdobycia kolejnych stopni żeglarskich. Od 1978 r. mam uprawnienia instruktorskie, dzięki czemu mogliśmy w klubie prowadzić szkolenia na wszystkie stopnie żeglarskie, a nawet wystawić komisję egzaminacyjną.
25 maja1985 roku. Gdańsk Górki Zachodnie. Chrzest „Nitrona”
Sezony nawigacyjne 1985/86 to rejsy w rejonie mórz: Bałtyckiego i Północnego, przygotowujące załogi do pływania w dalszych rejonach. We wrześniu 1986 r. rozpoczęliśmy na własnym jachcie cztero-etapową wyprawę dookoła Świata z wymianą załóg. W wyprawie udział wzięło 30 osób. Trwała 26 m-cy, w czasie których, jacht przepłynął ponad 30 tyś. Mm, odwiedzając pięć kontynentów, wiele portów i kotwicowisk. Nie bez znaczenia były i są spotkani, poznani ludzie oraz reprezentowanie polskiej bandery w wielu miejscach (w tym na pewno po raz pierwszy na Wyspie Kokosowej).
25 maja1985 roku. Gdańsk Górki Zachodnie. Chrzest „Nitrona”
Po wyprawie nastąpiły „chudsze lata”, niemniej jednak można się pochwalić , zorganizowanych z okazji pięćset lecia Odkryć Geograficznych na trasie Europa – Ameryka Płn (dwukrotna trawersata Atlantyku: tam – passatami, z powrotem trasą płn), rejsem na Islandię i kilkoma mniejszymi – bałtyckimi. Nikłe, zamierające w klubie zainteresowania morzem oraz zmiany przekształceniowe w przedsiębiorstwie, spowodowały wystawienie jachtu na sprzedaż…
Prace przy „Nitronie”
Nie mogłem dopuścić, aby lata pracy przy jachcie zostały zmarnowane przez puszczenie jachtu w obce ręce, praktycznie za bezcen a widmo tej katastrofy było całkowicie realne. Namówiłem Kolegów do utworzenia maszoperii, która wykupi jacht. Ze zorganizowanej piątki w ostatniej chwili wyłamał się jeden. Popełniłem kardynalny błąd, zastępując Go nowym, który w niedalekiej przyszłości miał się okazać przeniewiercą, oszustem i złodziejem. W tej sytuacji maszoperia przeszła przez katastrofę finansową, a w konsekwencji od roku 2010 zostałem z łódką na swojej głowie. Od 2015 r. sam sobie jestem „żeglarzem, sterem i okrętem”…
Można? – można, ale ciężko jest podołać armatorskim powinnościom. Nasze morze to „okno na świat”. Z Lublińca do morza jest ok. 600 km, a później… już wszędzie niedaleko. Myślę, że każdy(?) może spróbować, jeśli tylko się odważy…