Wczytywanie teraz
×

Widłaki

Spacerując po Lasach Lublinieckiech spotkać możemy jedne z najstarszych roślin naczyniowych – widłaki. Te wyjątkowe rośliny pojawiły się na Ziemi około 400 milionów lat temu, a w okresie karbonu ich drzewiaste formy współtworzyły rozległe lasy, z których powstały dzisiejsze złoża węgla. Współczesne gatunki są niewielkie, lecz zachowały wiele cech pierwotnych, takich jak rozmnażanie za pomocą zarodników. Najbardziej znanymi gatunkami jest widłak jałowcowaty i goździsty, występują w lasach iglastych, na glebach kwaśnych, stanowiskach słonecznych i półcienistych (goździsty) oraz cienistych i wilgotnych (jałowcowaty).
Widłak goździsty od wieków zajmował szczególne miejsce w kulturze ludowej. Nazywano go „warkocznica” lub „kołtun” od stosowania odwarów z ziela na kołtuny, a „babimór” także od dawnych wierzeń w magiczne właściwości rośliny i jej związek z babami, czarami czy duchami. Nazwy „niedźwiedzia łapa” i „wilcza stopa” odnosiły się bezpośrednio do wyglądu pędów. Z kolei określenia takie jak „pas św. Jana” wiązano z obrzędami i przesądami – wierzono, że pęd znaleziony w okolicach dnia św. Jana miał szczególną moc ochronną.
Przez stulecia widłaki były szeroko wykorzystywane w medycynie ludowej. Najcenniejszym surowcem były zarodniki tzw. „złoto aptekarzy” zbierane od końca lata do połowy jesieni. Są one silnie higroskopijne dlatego stosowano je jako środek zasypowy na rany, oparzenia i odparzenia, a także zasypkę dla niemowląt. W aptekarstwie używano ich do posypywania pigułek, aby zapobiec ich sklejaniu. Ziele widłaka zawiera alkaloidy i może być trujące. Napary i maści z pędów pojawiały się w dawnych recepturach jako środki na “wszystko co złe”, szczególnie jako środki moczopędne, przeciwbólowe, na demencję czy „oczyszczające”.
Poza medycyną zarodniki znalazły zastosowanie w pirotechnice i wczesnej fotografii – są niezwykle łatwopalne i wybuchowe, dlatego też wykorzystywano je do efektów świetlnych i błyskowych w teatrach i pokazach sztucznych ogni. Służyły także do tworzenia form na precyzyjne odlewy czy też jako materiał uszczelniający statki.
Zielem widłaków ozdabiano kościoły w okresie Wielkanocy i Bożego Narodzenia, wkładano także do kołysek jako talizmany przeciwko czarom i urokom. We wsch. Polsce i na Ukrainie wierzono, że wprowadza on kłótnie i niezgodę domową: “przez czystą nienawiść wrzucają jedni drugim gałązkę widłaku w kąt izby dla wywołania niezgody, stąd nosił nazwę “swarzybaba””.
Szerokie zastosowanie widłaków spowodowało stale rosnący popyt na ten surowiec, którego Polska stała się jednym z głównych eksporterów do krajów Europy Zachodniej czy USA. Z 10 kg kłosów otrzymywano 1,7kg zarodników, które na eksport były pakowane w worki po 50kg. W międzywojniu cena za kg wahała się od 7 do 12 zł, przy cenie chleba 30gr. Zbiór zarodników według niektórych sięgał dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy ton rocznie.
Rozwój widłaków trwa bardzo długo, dopiero po 20 latach rośliny te zdolne są do wytwarzania kłosów i zarodników. Wszystko to sprawiło, że stanowiska widłaków zaczęły zanikać.
Od 1946 widłaki objęto ochroną gatunkową z możliwością pozyskiwania kłosów za specjalną zgodą. Lecz mimo tego ilość jego stanowisk ma stałą tendencję spadkową. Obecnie główną przyczyną zaniku populacji jest gospodarka leśna powodująca zniszczenie runa ciężkim sprzętem oraz jego siedlisk przez wycinkę lasów, a także melioracje i nasilające suszę zmiany klimatyczne. Natrafiając na spacerze na widłaka warto zgłosić jego występowanie do danego Nadleśnictwa i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.