Simon Friedmann: Moje wspomnienia. Część pierwsza – Kępno, Poznań, Berlin.

Simon Friedmann (1849-1924)

Wspomnienia rabina dr. Simona Friedmanna

Prezentowane tu wspomnienia autorstwa lublinieckiego rabina ukazały się w czterech częściach w latach 1919-1920 na łamach wiedeńskiego czasopisma „Freie Jüdische Lehrestimme”. Chronologicznie obejmują życie autora od momentu urodzenia w 1849 roku w Kępnie do czasu rozpoczęcia pierwszej wojny światowej w 1914 roku, choć wspominano w nich jeszcze jej zakończenie. Z innych źródeł wiadomo, że w rękopisie istniał ich dalszy ciąg, który nie ukazał się drukiem. Na przeszkodzie dalszej publikacji stanęło zamknięcie wspomnianego czasopisma w 1920 roku.

Wspomnienia S. Friedmanna w tym ujęciu podzielone zostały na dwie części. Pierwsza obejmuje lata 1849-1877 i dotyczy życia autora w Kępnie, Poznaniu i Berlinie (a także krótki epizod jego nauki we Wrocławiu). Druga część, z lat 1878-1914, zawiera wspomnienia z Lublińca. Całość uzupełnia nekrolog Simona Friedmanna pióra profesora Samuela Kraussa, wykładowcy Żydowskiego Seminarium Teologicznego w Wiedniu, który osobiście znał autora wspomnień.

Wspomnienia i nekrolog z języka niemieckiego przetłumaczył i przypisami uzupełnił Sebastian Ziółek.

Dr Simon Friedmann, rabin w Lublińcu: Moje wspomnienia 

Z okazji moich siedemdziesiątych urodzin, które przypadają 24 października bieżącego roku, pragnę podzielić się tutaj kilkoma wspomnieniami z mojego życia.

Moja błogosławiona matka Hannchen, pobożna córka rabina Simona Lewego1Simon Lewy, rabin w Bydgoszczy i Kaliszu. s. A.2seligen Angedenkens – błogosławionej pamięci., śpiewała mi już w kołysce: „Rodzynki i migdały to najlepszy przysmak, mój mały synek nauczy się Tory”3Rymowana gra słów, w oryginale: „Rosinen und Mandeln sind die beste S’chauro, mein Söhnchen wird lernen Tauro.”. W ten sposób zostałem właściwie przeznaczony do zawodu rabina, zawodu mojego dziadka4Salomon Eger (1786-1852), w latach 1834-1840 rabin w Kaliszu, a następnie 1840-1852 rabin w Poznaniu. i pradziadka Akiby Egera5Akiba Eger (1761-1837), w latach 1815-1837 rabin w Poznaniu. s. A. Odpowiadało to również mojemu pierwszemu i późniejszemu wychowaniu. W wieku około dziewięciu lat zacząłem uczyć się Talmudu6Jedna z ksiąg Judaizmu, komentarze do biblijnej Tory. i uczęszczać do Bet midrasz7Szkoła przy synagodze przeznaczona do studiów talmudycznych. w moim rodzinnym mieście Kępnie (Poznańskie). Nawet zimą zabierano mnie tam dość wcześnie, gdy była jeszcze noc. Kiedy pewnego razu jeszcze zaspany nie słuchałem wystarczająco uważnie mojego nauczyciela, otrzymałem od niego głośnego klapsa na zachętę.

Gdy zaprzyjaźniona rodzina zatrudniła prywatnego nauczyciela pana Bacha, który później przez wiele lat uczył w gminie żydowskiej w Mysłowicach i którego jako wychowanek do dziś darzę szacunkiem i wdzięcznością, ja również zostałem mu powierzony. W studiach talmudycznych otrzymałem Lamdana8Osoba obeznana w literaturze rabinicznej. z Polski, który miał mnie także zapoznać z tak zwanym wykładem Pilpul9Metoda studiowania tekstu talmudycznego.. Stało się to przed moją konfirmacją, która odbyła się w szabat podczas którego odczytano parsze Lech Lecha.

W mieście i gminie, a zwłaszcza w naszej rodzinie, panowało wielkie podekscytowanie. Wynikało to prawdopodobnie z tego, że mój błogosławiony dziadek pochodził z Kalisza, z którą to gminą w Polsce mój wujek Selig, brat mojej matki, który również mieszkał w Kępnie, utrzymywał żywe kontakty. Na moją Bar micwę10Uroczystość podczas której chłopiec staje się odpowiedzialny za własne czyny i przyjmuje obowiązki religijne dorosłego mężczyzny. zaproszono stamtąd słynnego chazana11Inaczej kantor, osoba prowadząca modlitwę w synagodze. Jisrolke z jego śpiewakami (Meschorerim), a domowa uroczystość po ceremonii w synagodze przerodziła się w wielkie świętowanie.

Synagoga w Kępnie 

Niestety, po tej radosnej i szczęśliwej jesieni nastąpiło dość smutne lato. Mój ojciec12Meyer Friedmann (1821-1863)., który był wysoki i silny, zawsze zdrowy, nigdy nie cierpiał nawet na ból zębów, podczas powstania polskiego13Mowa o powstaniu styczniowym 1863-1865 w Królestwie Polskim. zachorował na ciężki tyfus, który go pokonał. Na łożu śmierci uważał, że lekarz który go leczył nie był bez winy. Zbyt często przebywał on w winiarni i trzeba było go stamtąd wzywać. W smutku, że umiera tak wcześnie i pozostawia swoją rodzinę w złej sytuacji, zawołał do niego: „Powinieneś był zostać szewcem!”. Dobrze pamiętam tą smutną godzinę, a także to, jak dobry ojciec – pogrążony w głębokim smutku – nie chciał widzieć nas, swoich dzieci przed śmiercią. Z tych którzy się wokół niego zgromadzili była jego żona, dwóch synów i dwie córki. I tylko ja pozostałem dziś na ziemi, ja, który byłem najdelikatniejszy i najsłabszy fizycznie spośród rodzeństwa.

Być może ten sukces wynikał z faktu, że w dzieciństwie co piątek wieczorem w synagodze po nabożeństwie błogosławił mnie Malbim14Michel Weisser (1809-1879), w latach 1845-1858 rabin w Kępnie., słynny komentator biblijny i hagadysta15Przekazujący ustną tradycję interpretacji Tory. (Maggid16Żydowski wędrowny kaznodzieja religijny.). Błogosławieństwo otrzymywałem oczywiście także od mojego ojca w domu. Jak bardzo mój ojciec starał się mnie wspierać! Chcę podać tylko jeden przykład: często wczesnym rankiem, kiedy było jeszcze ciemno, zanim poszedłem na Schiur17Wykład na temat Tory. do Bet midrasz, powtarzał ze mną łacińskie słówka! Jak bardzo był szczęśliwy, że po Konfesji w kwietniu181863 roku. mogłem zostać przyjęty do czwartej klasy Elisabeth-Gymnasium we Wrocławiu! Z powodu głębokiej żałoby moja nauka we Wrocławiu została przerwana już po około dwóch miesiącach.

Dopiero w październiku wróciłem do gimnazjum w Poznaniu, do domu mojej owdowiałej ciotki Doris Jakobstamm, siostry mojej matki. Mieszkał tam jej jedyny syn Filip, który niedawno stracił młodą żonę, z ich jedyną córką Rechą. Oprócz kariery handlowej, którą rozwijał wspólnie ze swoim szwagrem Bernhardem Münchenbergiem, Filip poświęcał się również studiowaniu Talmudu. Nigdy nie opuszczał porannych i wieczornych nabożeństw w Beth-Scheban, gdzie wciąż stał duży skórzany fotel na którym nauczał były naczelny rabin Poznania. Uczęszczał też na Shiur, czyli wieczorną sesję naukową prowadzoną tam przez krąg Lamdonim19Uczniów.. Ta atmosfera w Poznaniu z pewnością miała pozytywny wpływ na moje skłonności i wrodzoną potrzebę nauki, mimo że moje ogólne warunki nie były zbyt różowe. To co potocznie nazywa się szczęściem nie było mi dane w obfitości. Przekonałem się o tym ku mojemu zdziwieniu po zaledwie sześciu miesiącach mieszkania w Poznaniu.

Gmach Gimnazjum w Poznaniu

W gimnazjum panował bowiem stary zwyczaj, że uczniowie którzy jako pierwsi i najlepsi zostali przeniesieni do następnej klasy otrzymywali nagrodę. Zwyczaj ten został zniesiony właśnie w Wielkanoc 1864 roku, wtedy kiedy miałem zaszczyt zostać przeniesionym do klasy trzeciej jako prymus. Również w tej klasie, podobnie jak w klasach wyższych, pomimo trudnych warunków życia i mimo że musiałem zarabiać na część swoich potrzeb, ogólnie rzecz biorąc dobrze mi szło. Z roku na rok przenoszono mnie do wyższej klasy. Muszę tu również wspomnieć o moim drogim starszym przyjacielu, panu J. G. Scherek, który wraz ze swoją dobroduszną żoną Bertą prowadził pensjonat. Opiekował się mną kiedy tylko było to możliwe i pomagał mi w trudnych zadaniach jak tylko mógł. Był jednym z moich życzliwych patronów, których już wtedy miałem kilku. Byli to: czcigodny Salomon Plessner20Salomon Plessner (1797-1883), w latach 1853-1872 rabin w Poznaniu., który szczególnie zainteresował mnie klasycznym hebrajskim w mowie i piśmie, jego syn Elija21Elias Plessner (1841-1898), w latach 1885-1898 rabin w Ostrowie., późniejszy rabin w Ostrowie (Poznańskie), który starał się wspierać mnie w studiowaniu Talmudu oraz kantor w „starej szkole” – Reb Hirsch-Eria, zdolny i pełen zapału uczeń. Z głęboką wdzięcznością wspominam ich życzliwą bezinteresowność z jaką starali się wspierać mnie w nauce.

Z wychowania byłem, by użyć powszechnego określenia, ortodoksyjno-konserwatywny. Mój ojciec na przykład zwykł stać bez przerwy przez całe nabożeństwo Jom Kipur22Dzień Pojednania, jedno z najważniejszych świąt żydowskich., a moja matka, córka rabina z Kalisza, nosiła włosy z przedziałkiem i oczywiście skrupulatnie przestrzegała zasad żydowskiego życia. Wszyscy kupcy z którymi miałem kontakt w czasie nauki w gimnazjum oraz wszyscy mężczyźni z którymi się spotykałem byli co najmniej konserwatywni. Ja również taki byłem: tak jak każdego dnia również w szabat rano przed pójściem do gimnazjum chodziłem na poranne nabożeństwo (Haschkomo) w Beth Schelomo. Latem 1866 roku, straszliwym roku cholery, dotarła do mnie smutna wiadomość z moich rodzinnych stron że mój jedyny młodszy brat również padł ofiarą epidemii. Jakimż był pięknym, wspaniałym chłopcem! W swoim życiu obiecał całkowicie podążać śladami ojca. Jednak nie osiągnął nawet jego wieku, zmarł wkrótce po konfirmacji. Jakże mi przykro z twojego powodu mój bracie Moritz! Wraz z nim zniknęła perspektywa posiadania zdolnego praktycznego pomocnika dla rodziny. Z pewnością podążałby bowiem śladami ojca w swoim zawodzie, a ludzie pracy fizycznej są zazwyczaj w znacznie lepszej sytuacji finansowej. Znacznie szybciej osiągają cel jakim jest dobre życie niż studenci, a zwłaszcza rabini, jeśli nie mają szczęścia i siły by działać w dużej gminie.

Dlatego też moi krewni chcieli abym jako uczeń drugiej klasy opuścił gimnazjum z rocznym świadectwem i został kupcem. Nie miałem jednak najmniejszej skłonności do tego zawodu, nikt też nie próbował mnie do niego przekonać. Tym bardziej, że moja bardzo idealistyczna i religijna matka, kiedy przyjeżdżałem do niej na długie wakacje, za każdym razem widziała we mnie przyszłego rabina. Nie robił tego nawet mój wujek Selig Lewy, brat mojej matki, który również mieszkał w Kępnie, łączył w sobie Torę i Gedulo23Doczesna świetność. i jako kupiec stracił kiedyś cały swój majątek. Lecz później dzięki powiązaniom ze swoim szwagrem kupcem A. Henschelem ponownie zdobył pokaźną gotówkę, dzięki czemu mógł nam wielokrotnie pomagać i wspierać nas. Nawet on, który jak często słyszałem od niego w późniejszych latach miał wielką niechęć do zawodu rabina, nie powiedział mi żebym raczej został kupcem. Wiedziałem jednak, że w tej kwestii decydujące znaczenie może mieć tylko pokrycie kosztów studiów.

Dlatego bez długiego zastanawiania się postanowiłem zwrócić się do dyrektora gimnazjum Sommerbroda i przedstawiłem mu moją sytuację rodzinną, prosząc o zwolnienie z opłat szkolnych, abym mógł zgodnie z moimi upodobaniami ukończyć gimnazjum. Dyrektor, który był mi bardzo przychylny, spełnił moją prośbę, dzięki czemu mogłem spokojnie porzucić wszelkie myśli o karierze kupieckiej. W marcu 1878 roku zdałem egzamin maturalny. Najlepszy wynik uzyskałem z matematyki, a kiedy profesor dowiedział się, że zamierzam studiować orientalistykę w Berlinie, powiedział mi: „Proszę studiować matematykę!”. Taką radę dał mi ten szacowny nauczyciel, który skądinąd tak lubił dokuczać żydowskim uczniom. Czasami miał zwyczaj zadawać klasie napisanie krótkiego tekstu w szabat, ale kiedy zauważył, że żydowscy uczniowie nie zamierzają tego zrobić, zmienił zdanie i powiedział: „Tak, tak! prze[klęci] Żydzi dzisiaj nie piszą!”24W oryginale: „Ja, ja! die ver — . . . Juden schreiben ja heute nicht!”.. I nie napisaliśmy. Bardzo chciałem uczyć się tego przedmiotu, ale jak mogłem się na to odważyć w mojej trudnej sytuacji i przy niewielkich perspektywach jakie studia te oferowały wówczas Żydom! Ale nawet będąc dobrze przygotowanym nie byłem do końca zdecydowany zostać rabinem. Wielu przyjaciół, którzy dostrzegali i doceniali moje spokojne, cierpliwe usposobienie i temperament, radziło mi, abym wybrał karierę medyczną. Nie podejmując ostatecznej decyzji co do mojego przyszłego zawodu przeniosłem się do Berlina, gdzie córka mojej ciotki z Poznania Matyldy wyszła za mąż za syna Abrahama Egera25Abraham Eger, syn Akiby Egera, rabin w Rogoźnie, zmarł w 1853 r. s. A. i prowadziła mały hotel, który odwiedzali głównie rosyjscy Żydzi podróżujący latem przez Berlin do różnych uzdrowisk.

U mojej dobrej kuzynki mogłem zazwyczaj za niewielką opłatą zjeść obiad i kolację w dni świąteczne, musiałem tylko zadbać o mieszkanie i udzielać prywatnych lekcji aby się utrzymać. Po znalezieniu obu tych rzeczy pomyślałem o immatrykulacji. Z zamiarem studiowania medycyny, na co zgodził się w międzyczasie mój dobry wujek, udałem się poważnie i rozważnie na uniwersytet. Z powagą i rozwagą wszedłem po schodach prowadzących do sali wydziału medycznego. Stanąłem w drzwiach, chwyciłem za klamkę żeby je otworzyć, ale w tym przełomowym momencie przypomniałem sobie słowa które mój ojciec wypowiedział do swojego lekarza na łożu śmierci i zawróciłem, nie zapisując się. Kilka dni później zostałem przyjęty na wydział filozoficzny. Przez prawie cztery lata rozwijałem swoje zainteresowania filologią klasyczną, orientalistyką, historią i filozofią.

W pierwszym semestrze wybuchła wojna z Francją, którą zakończyliśmy zwycięstwem26Mowa o wojnie prusko-francuskiej z lat 1870-1871.. Kiedy po ogłoszeniu króla Wilhelma cesarzem niemieckim wojska powróciły z Francji i wkroczyły przez Bramę Brandenburską do Berlina, studenci zgromadzeni na trybunie uniwersyteckiej okazywali sobie wzajemnie braterską sympatię. Nie było widać żadnych oznak antysemickiej niechęci. W późniejszym semestrze spotkało mnie nieszczęście w postaci epidemii ospy. Przeniesiono mnie do baraków przeznaczonych dla chorych na ospę, a konkretnie do jednego z tych, w których przebywali również ciężko chorzy. Na szczęście moja choroba nie była poważna i po krótkim czasie mogłem opuścić szpital.

Jednak zarówno okres wojny jak i moja choroba oraz następująca po niej rekonwalescencja wydłużyły czas moich studiów na uniwersytecie o jeden semestr. W końcu 24 lutego 1874 roku po zdaniu egzaminu ustnego i opublikowaniu pracy napisanej po łacinie: „De Jesaiae vaticiniis Achaso quidein rege editis”27„O proroctwach Izajasza przekazanych królowi Achazowi”., którą profesor Roediger uznał za „docta et subtilis”28„uczoną i logicznie napisaną”, uzyskałem tytuł doktora filozofii.

Fragment opublikowanych wspomnień Simona Friedmanna

Wszędzie zwracano się do mnie oczywiście „panie doktorze”, także na mojej wizytówce znalazł się ten tytuł. Dzięki temu doświadczyłem wielu nieoczekiwanych i niezamierzonych sytuacji w wielkim mieście. Kiedy bowiem krótko po uzyskaniu tytułu doktora wyszedłem z przyjaciółką aby kupić ekspres do kawy, inna klientka w sklepie usłyszała jak moja towarzyszka zwraca się do mnie „panie doktorze”. Wyraziła wtedy radość z tego, że spotkała właśnie doktora, gdyż cierpiała na pewną dolegliwość. Ponieważ dzięki codziennym kontaktom z lekarzami w hotelu mojej kuzynki dowiedziałem się wielu rzeczy z dziedziny medycyny, podjąłem ten temat. Udzieliłem jej najlepszej porady jaką mogłem, oczywiście bezpłatnie, zalecając jednocześnie skonsultowanie się z najbliższym lekarzem.

Muszę jeszcze wspomnieć o jednym interesującym wydarzeniu. Kuzyn z mojego miasta o którym już wspomniałem powyżej, napisał do mnie żebym udał się do lekarza i poprosił go o medykament dla jego córki która miała B29Tak w oryginale.. Postanowiłem udać się do profesora Frerichsa30Friedrich Theodor Frerichs (1819-1885), internista.. Dałem lokajowi moją wizytówkę i udałem się do poczekalni, która była pełna ludzi. Nie musiałem długo czekać. Wkrótce drzwi otworzyły się i profesor zawołał: „proszę kolego”. To że zostałem przyjęty od razu mogło wynikać tylko z błędnego założenia że jestem lekarzem i uznałem za konieczne najpierw sprostować to nieporozumienie i wyjaśnić, że jestem filozofem. Następnie przedstawiłem swoją prośbę, a profesor wypisał receptę, którą przyjąłem z wielką wdzięcznością, nie płacąc za nią honorarium. Byłem zachwycony tą szlachetnością.

Podczas studiów akademickich nie zaniedbywałem również studiów talmudycznych, ponieważ chciałem przecież zostać rabinem. Byłoby więc naturalne, że ja, wnuk bardzo ortodoksyjnego rabina, prawnuk błogosławionego naczelnego rabina Akiby Egera, bratanek Seliga Lewego, który prowadził ożywioną korespondencję ze znanym ortodoksyjnym rabinem dr Ismaelem Hildesheimerem31Azriel Hildesheimer (1820-1899), rabin, założyciel berlińskiej ortodoksyjnej szkoły wyznaniowej. s. A., wstąpiłbym do jego seminarium rabinackiego. Do dziś nie jest dla mnie do końca jasne z jakiego konkretnego powodu tego nie zrobiłem. Prawdopodobnie wpłynęły na to różne nieprzewidywalne czynniki. Wydaje mi się że poszedłem do niego raz aby przekazać pozdrowienia od wuja. Być może nie był wobec mnie tak przyjazny jak się spodziewałem. Nie byłem też zwolennikiem jego metody nauczania opartej na Pilpul. Krótko mówiąc uczęszczałem przez pięć lat do małej jesziwy32Rodzaj wyższej szkoły talmudycznej. wykładowcy B. Zombera33Bernhard Zomber (1821-1884), nauczyciel rabiniczny. w Bet midrasz, początkowo prawdopodobnie dlatego, że był ze mną spokrewniony przez swoją żonę i okazywał mi tyle zainteresowania, ile tylko mógł. Ponieważ jednak nie dało się go przekonać aby uczył mnie tylko Haftary34Fragmenty z biblijnych ksiąg prorockich. i prawdopodobnie dlatego, że nie był w pewnym sensie samodzielny i zawsze odsyłał mnie do Hildesheimera, musiałem pomyśleć o rozstaniu się z nim. Pozostawałem jednak zawsze wdzięczny za wielkie zainteresowanie jakim mnie darzył.

W międzyczasie powstała Wyższa Szkoła Nauk Judaizmu35Działała w Berlinie od 1872 roku. (obecnie instytucja edukacyjna), do której jako wykładowca przedmiotów talmudycznych został powołany dr Israel Lewy36Israel Lewy (1841-1917), rabin, znawca literatury talmudycznej.. David Kassel37Dawid Kassel (1818-1893), historyk, teolog żydowski. nauczał tam literatury i historii żydowskiej, Abraham Geiger38Abraham Geiger (1810-1874), rabin, uważany za założyciela judaizmu reformowanego. homiletyki, a Steinthal39Heymann Steinthal (1823-1899), filolog i filozof. religioznawstwa. Po wizycie u Lewego który był podobny do mnie, pochodził tak jak ja z prowincji poznańskiej i który mnie do siebie przekonał, postanowiłem wstąpić do tej szkoły i kontynuować studia judaistyczne pod okiem Lewego i Kassela. Uczyłem się również prywatnie w domu Lewego, a kiedy miał on czasowe problemy ze wzrokiem przygotowywałem go do zajęć, czytając mu wieczorem odpowiednią literaturę.

Współczesny widok kamienicy w której mieściła się Wyższa Szkoła Nauk Judaizmu w Berlinie

Lewy potrafił połączyć Pilpul starej szkoły z Peschat40Jedna z metod żydowskiej egzegezy biblijnej. nowych czasów, nie popadając jednak nigdy w entuzjazm dla Pilpul i nie polecając jej słuchaczom. Z czasem połączyła nas więź przyjaźni, ponieważ dla wszystkich dla których był przychylny był bardziej przyjacielem niż nauczycielem. Kiedyś, gdy musiał wyjechać z żoną i rodziną do uzdrowiska, powierzył mi swoje mieszkanie do pilnowania podczas swojej nieobecności. Bardzo surowy wobec siebie, był łagodny i tolerancyjny wobec innych, także wobec swoich słuchaczy. Potrafił jednak być również gwałtowny i impulsywny gdy chodziło o sprawy święte. Pamiętam jak pewnego razu podczas kazania Geigera, którego tytuł brzmiał: „Dlaczego ukradłeś moich bogów?”, nagle wstał ze swojego miejsca, głośno splunął i wyszedł. Oczywiście incydent ten wywarł duże wrażenie na licznej publiczności zgromadzonej w starej synagodze, która dopiero dzięki temu zwróciła uwagę na bardzo osobliwą treść i szczególny wydźwięk kazania. Cieszyło jednak to, że Geiger nadal szanował swojego młodszego, zdolnego kolegę i nie wspomniał ani słowem o tym incydencie, ani nie odniósł się do niego.

Abraham Geiger (1810-1874)