Relikt dawnego, drewnianego Lublińca – kościół św. Anny
Kościół pod wezwaniem św. Anny – niby napisano o nim wszystko, ale postaramy się dziś popatrzeć na niego z nieco innej perspektywy. Dlaczego? Ponieważ jest to budynek wyróżniający się w krajobrazie Lublińca, bo jako jedyny niemalże w całości drewniany, podczas gdy pozostałe budynki miasta są murowane. Kto by pomyślał, że w czasach, gdy powstawał, proporcje były dokładnie odmienne: lublinieckie zabudowania były przede wszystkim drewniane, a murowane były tylko dwa obiekty: kościół parafialny św. Mikołaja oraz zamek.
Zabudowa murowana zaczęła wypierać drewnianą dopiero od końca XVIII wieku (1793-1794), kiedy skarbnik miejski Franciszek Pyrkosz wzniósł pierwszą murowaną kamienicę w zachodniej pierzei rynku, która przetrwała do dziś – dom nr 5. Niewątpliwie zmiana stylu budowania wpłynęła pozytywnie na bezpieczeństwo i dobytek lublinieckich mieszczan: wcześniej ich drewniane domy były regularnie niszczone przez pożary.
Dlaczego ostał się z tej dawnej zabudowy tylko kościółek świętej Anny? Być może ze względu na to, że wybudowano go poza obszarem właściwego miasta, poza miejskimi bramami i walem ziemnym, który otaczał dzisiejsze Stare Miasto.

Fundatorem był pan na Lublińcu, hrabia Andrzej Cellary, a kościół zbudowany został w 1653 roku. Działo się to w czasie po wielkim pożarze miasta z 1650 roku, po którym miały się ostać tylko 3 domy. Bo wadą zwartej, drewnianej zabudowy było to, że gdy zapalił się jeden dom, to pożar błyskawicznie rozprzestrzeniał się także na pozostałe. Zapewne wyizolowanie kościoła od tej zwartej miejskiej zabudowy mogło być spowodowane tym, że jego fundator nie chciał, aby kościół podzielił kiedyś los regularnie wypalających się mieszczańskich domów. Jeśli tak faktycznie było – trzeba przyznać, że decyzja była trafna.
Jak to często bywa, budowa jednego obiektu w nowej okolicy przyciąga kolejne inwestycje budowlane. Podobnie było i w tym przypadku, ponieważ wokół kościoła zaczęło wzrastać tak zwane Przedmieście św. Anny. Sam Kościół jest dosyć mały: nie dziwi to jednak, skoro został wybudowany w momencie, gdy lublińczanie dysponowali już dwoma świątyniami (kościołami św. Mikołaja i obecnego Podwyższenia Krzyża Świętego). Nie służył on zatem jako świątynia główna, jak to ma miejsce w innych drewnianych kościołach naszego regionu, np. w Boronowie czy Bruśku. Był od zawsze w zasadzie kościołem filialnym.
Kościół wykazuje konstrukcję zrębową, czyli został zbudowany według sztuki ciesielskiej znanej w zasadzie od prehistorii. W konstrukcji tej budowa ścian z drewna odbywa się tak, że belki drewniane łączy się w narożach na tak zwany zamek, przekładając je ze sobą. Jeśli przekładane belki wystają, wówczas te wystające części nazywamy ostatkami. I w kościele św. Anny takie ostatki zostały zachowane. Konstrukcje zrębowe w dawnych czasach nie wymagały użycia gwoździ i tak było też w naszym, lublinieckim kościele.

Jednak tam, gdzie należało wzmocnić konstrukcje przez dodatkowe połączenie belek – używano w tym celu drewnianych kołków, które nazywamy tyblami (niestety po ostatniej renowacji niewidoczne). Co robiono natomiast z pustymi przestrzeniami pomiędzy belkami? Doszczelniano je słomą oraz wysuszonym mchem. Sama konstrukcja stawiana była na fundamencie, który był wykonywany najczęściej z murowanych kamieni – w lublinieckim kościele św. Anny były to polodowcowe eratyki, głównie czerwone granity. I tylko nieco szkoda, że przy ostatniej renowacji granity te są tylko ozdobą do betonowej ławy, zresztą niektóre zdążyły się od tej ławy oderwać.

Jeśli chodzi o kościół świętej Anny, to jest on mały, lecz gustowny. Jest jednonawowy, posiada wydzieloną zakrystię. Choć dach ma dość stromy, strop wewnętrzny jest płaski. Dach kryty jest drewnianym gontem. Wysmukła, sześcioboczna wieżyczka kościoła, stylem podobna do wież lublinieckiej fary – wprost informuje odwiedzających, że mającego czynienia z budowlą barokową.

Sam kościół jest pięknie doświetlony dzięki prostokątnym oknom wielokwaterowym.

Konstrukcja świątyni była wielokrotnie odświeżana, po raz ostatni w 2001 roku. Ostatnia renowacja była wielkim wysiłkiem wielu lublińczan, dzięki któremu ostatni relikt dawnego, drewnianego Lublińca został uratowany, ocalony od zapomnienia i wyróżnia się w miejskiej tkance do dziś, przypominając o naszej architektonicznej przeszłości.

Oczywiście polecam Wszystkim opracowanie Jana Fikusa p.t. Krótka historia kościółka św. Anny w Lublińcu, gdzie znajdziecie więcej historii z nim związanych


