Radio na lublinieckim Rynku

W marcu 1928 roku władze województwa śląskiego zaleciły podległym sobie gminom, aby te rozpoczęły publiczne udostępnianie audycji radiowych nowo powstałego Polskiego Radia Katowice, któremu „udzieliły wydatnego poparcia przy otwarciu stacji nadawczej”. Rozgłośnia rozpoczęła nadawanie w grudniu 1927 roku i władze samorządowe otrzymały polecenie spopularyzowania jej audycji. Do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach zwróciła się w tej sprawie także dyrekcja Radia Katowice. Urzędnicy wspierając pomysł propagowania nowej rozgłośni odpowiedzieli we wrześniu 1928 roku, że „Urząd Wojewódzki nie podnosi zastrzeżeń przeciw propagandzie „Radja” na terenie województwa śląskiego przez urządzanie audycji radjowych stacji polskich za pomocą głośników wielkiej mocy (Gigantophonów) na placach miejskich i w publicznych ogrodach w większych środowiskach ludzkich”.
Wojewoda śląski dr Michał Grażyński, który wystąpił w pierwszej audycji nadanej przez Radio Katowice 4 grudnia 1927 roku, w piśmie do władz samorządowych podkreślił, że „wydaje się odpowiednie, aby w każdej gminie zarząd gminy urządził instalację radjową (z głośnikiem) w lokalu gminnym, który na czas audycji byłby dostępny dla obywateli gminy”. Wojewoda zaznaczył również, że Polska Organizacja Publicystyczna – jedna z ówczesnych agencji informacyjnych, będzie udzielać władzom gmin informacji dotyczących wyboru odpowiednich urządzeń radiowych.

Gmach Radia Katowice otwarty w 1937 roku
Władze Lublińca działały w tej sprawie bardzo szybko. W dniu 4 kwietnia 1928 roku magistrat miasta – ówczesny organ wykonawczy, przyjął uchwałę „założenia radja na ratuszu, z tym, że rozgłośnik ma być umieszczony na Rynku”. 30 kwietnia tego roku uchwałę tę zaakceptowała Rada Miejska Lublińca. Magistrat rozesłał zapytania do 8 firm i organizacji w sprawie zakupu instalacji radiowej informując je, że głośnik radia ma być umieszczony na maszcie oświetleniowym, drzewie lub dachu ratusza. W maju 1928 roku burmistrz Feliks Orlicki polecił urzędnikom napisać również do magistratu Świętochłowic, gdyż jak podała śląska prasa, tamtejszy samorząd zamierzał założyć „w parku pod gołym niebem radjo publiczne”. Tamtejszy urząd odpisał jednak, że Rada Miasta nie zaakceptowała tego pomysłu, dodając, że całość inwestycji według wstępnego rozeznania to koszt około 8500 złotych.


Fotografie instalacji radiowej przesłane magistratowi Lublińca przez jedną z firm jako ofertę zakupową
W czerwcu 1928 roku zarówno magistrat jak i Rada Miejska zgodziły się na zakup odpowiednich urządzeń od firmy Siemens & Halske. Cena zamówionego zestawu wynosiła 3687 złotych i 70 groszy, najdroższy był głośnik koncertowy w cenie 2754 złotych, aparat radiowy kosztował 630 złotych, a zestaw uzupełniały akumulator, bateria oraz lampy. Firma Siemens zaoferowała czterolampowe radio na prąd stały produkcji zależnej od niej firmy Telefunken. Zamówiony zestaw zamontowano 26 sierpnia 1928 roku. Radio umieszczono w budynku ratusza który znajdował się wówczas w jednej z kamienic przy Rynku, a głośnik w skrzynce zamontowanej na rosnącym na Rynku kasztanowcu.

Panorama Rynku w 1931 roku. Po lewej stronie na kasztanowcu widoczna skrzynka w której zamontowany był głośnik radiowy
Pomysł chwaliła śląska prasa, w jednym z artykułów z września 1928 roku czytamy: „Władze miasta Lublińca wpadły na oryginalny pomysł, aby w kasztanowcu rosnącym pośrodku Rynku zamontować głośnik. W ostatnich dniach rzeczywiście odbyły się pierwsze koncerty i wykłady. To prawdziwa idylla małego miasteczka, gdy przy ładnej pogodzie, wieczorem, młodzi i starsi spacerując wokół Rynku mogą doskonale bawić się przy dźwiękach płynących z radia”.
Jednak radio już od samego początku sprawiało kłopoty. Burmistrz w piśmie do firmy Siemens z 4 września 1928 roku napisał, że technicy tej firmy podłączyli uziemienie radia do uziemienia telefonów, a to dwa dni po ich wyjeździe spowodowało spalenie bezpieczników i cewek telefonicznych i przerwanie kabla łączącego ratusz z pocztą. Uziemienie radia odłączono, w wyniku czego radio przestało działać. 26 września radio dalej nie działało, a burmistrz wysłał ponaglające pismo, w którym żądał przysłania techników celem naprawy usterki, co w końcu uczyniono.
Do problemów technicznych z radiem doszły kolejne. Firma Siemens w korespondencji z września 1928 roku zauważyła, że miasto nadal nie zapłaciło całości rachunku za dostarczone urządzenie. Do zapłaty pozostało 1043 złote i 55 groszy. Była to należność za cło – radio wyprodukowano w Niemczech, przesyłkę do polskiego oddziału oraz opakowanie. Magistrat uznał, że wcześniej podawana przez Siemensa cena, która nie obejmowała tych opłat, była ostateczna i odmówił uiszczenia tego rachunku. Rozpoczęło to długotrwałą wymianę pism w tej sprawie.
Pod koniec października 1928 roku burmistrz napisał do firmy Siemens, że awarii uległ głośnik, który „wydaje audycje tak słabo, że niemal wcale radja nie słychać”. Problem niedziałającego radia zauważyła śląska prasa, w jednym z artykułów o wymownym tytule „Dlaczego milczy radio na Rynku?” z końca października 1928 roku czytamy: „Umieszczenie publicznego radia w starym kasztanowcu na Rynku w Lublińcu dostarczało wiele radości i rozrywki mieszkańcom, którzy po „ciężarach i trudach dnia” szukali odpoczynku dzięki początkowo regularnym wieczornym koncertom. Od kilku tygodni głośnik ten uparcie milczy, co wywołało powszechne zdziwienie. Czyżby już wymagał naprawy? W każdym razie interes publiczny wymaga w tej sprawie jak najszybszego wyjaśnienia…”.
W kwietniu 1929 roku problem ten dalej nie był rozwiązany. W końcu zastępca burmistrza Maksymilian Rzeźniczek przyniósł swoje domowe radio, które podłączono do głośnika żeby sprawdzić jak będzie działać cała instalacja. Ku zdumieniu wszystkich okazało się wówczas, że głośnik był sprawny i działał poprawnie, a uszkodzone było samo radio. Miasto złożyło kolejną reklamację, firma Siemens uznała ją za zasadną i przysłała nowy odbiornik. Magistrat musiał jednak zapłacić za zapasową lampę do niego. W sierpniu 1929 roku radio było znów niesprawne. O ekspertyzę poproszono kierownika miejskiej elektrowni Teodora Knabla. Ten po zbadaniu całej instalacji stwierdził dwie spalone lampy w głośniku i zalecił, żeby głośnik „umieścić w budynku magistratu, aby nie cierpiał przez działanie atmosferyczne”. Niedziałający był również „aparat anodowy”, a koszt remontu radia wyceniony został na około 600 złotych. Burmistrz zamierzał sfinansować naprawę, ale na przeszkodzie stanęła Rada Miejska, która w uchwale z 5 września 1929 roku poleciła radio sprzedać. W związku z tym na tablicach i słupach ogłoszeniowych rozmieszczono informację o sprzedaży radia, oferty należało złożyć do 10 grudnia 1929 roku. Ze względu na niskie oferty kupna (300-400 złotych) magistrat podtrzymał chęć dalszego wykorzystania radia, a Rada Miejska w styczniu 1930 roku odroczyła sprawę jego sprzedaży, aby wykorzystać ją politycznie. Burmistrz, zwolennik rządzącej Polską sanacji rozpoczął działania, aby zdyskredytować swojego zastępcę Maksymiliana Rzeźniczka, dawnego współpracownika Wojciecha Korfantego i zwolennika jego obozu politycznego.
Jednocześnie magistrat powiadomił Urząd Pocztowo-Telegraficzny w Lublińcu że z dniem 1 lutego 1930 roku odłączył na stałe radio i nie będzie z niego więcej korzystał, prosząc o jego wyrejestrowanie z wykazu odbiorników.

Feliks Orlicki (1867-1952) burmistrz Lublińca w latach 1922-1934
Na wniosek części magistratu Rada Miejska w marcu 1930 roku uchwaliła „wytoczyć postępowanie dyscyplinarne wice-burmistrzowi p. Rzeźniczkowi za niewłaściwe zamówienie radjosprzętu, przyczem miasto poniosło stratę około 4000 zł.”. Maksymiliana Rzeźniczka oskarżono o to, że celowo zasugerował zakup wadliwego aparatu i odniósł z tego prywatne korzyści. Radni oparli się na sprawozdaniu Komisji Rewizyjnej, w którym nie stwierdzono jednak, kto ponosił odpowiedzialność za wybór zakupionego radia. Dokonała go Rada Miejska, w skład której nie wchodził Rzeźniczek. Sprawa ta nie tylko mogła skończyć się pozbawieniem go funkcji zastępcy burmistrza, ale również zarzutami prokuratorskimi. Feliks Orlicki zamówił ekspertyzę prawną dotyczącą zakupu radia u lublinieckiego adwokata Stanisława Czuba oraz odmówił Rzeźniczkowi dostępu do akt zakupu, gdy ten chciał przygotować swoją obronę.

Maksymilian Rzeźniczek (1878-1944) zastępca burmistrza Lublińca w latach 1926-1939
Najważniejszy zarzut wobec zastępcy burmistrza dotyczył tego, że podczas dyskusji i głosowania nad wyborem konkretnego radia miał on celowo zawyżyć wartość najkorzystniejszej oferty, aby nie różniła się znacznie do oferty firmy, którą za jego namową wybrano. W aktach magistratu odkryto bowiem, że podczas dyskusji nad wyborem radia w dniu 21 czerwca 1928 roku radni zostali powiadomieni, że najtańszy odbiornik kosztował 2800 złotych, gdy tymczasem cena w rzeczywistości wynosiła 1850 złotych. Zestawienie ofert z błędną kwotą przygotował zastępca burmistrza. Podczas tej sesji zachwalać miał on także odbiornik firmy którą wybrano, a który kosztował 3600 złotych. Drugi zarzut opierał się na domniemaniu, że Maksymilian Rzeźniczek jako przedstawiciel firmy, u której zakupiono aparat, a której radia sprzedawał w swoim sklepie, mógł w związku z tym otrzymać prowizję.
Stanisław Czub analizując akta sprawy nie znalazł podstaw do postawienia zarzutów Maksymilianowi Rzeźniczkowi. Feliks Orlicki jednak nie odpuścił i powiadomił o sprawie władze województwa. Te nakazały przesłuchanie w tej sprawie wszystkich członków magistratu i Rady Miejskiej z 1928 roku.
Swoje wyjaśnienia odnośnie do całej sprawy złożył pisemnie także oskarżony. Maksymilian Rzeźniczek z poczuciem humoru zauważył, że Rada Miejska zapewne pomyliła się, gdyż postępowanie dyscyplinarne powinno zostać wytoczone Feliksowi Orlickiemu, a nie jemu. Następnie wyliczył błędy burmistrza. To burmistrz wnioskował o zakup radia i korespondował w sprawie ofert z firmami, znał więc najtańszą cenę. Rada Miejska podjęła co prawda decyzję o zakupie podczas urlopu Orlickiego, ale po powrocie mógł on zapoznać się z przebiegiem wyboru oferty i odwołać zakup. Mógł również odesłać radio, czego nie zrobił i osobiście odebrał zamówiony aparat. Ponadto Feliks Orlicki „zarządził zrobienie gołębnika do którego rozgłośnik wsadził, pomimo że na aparacie wyraźnie stoi – Vor Nässe und Feuchtigkeit zu schützen”1Chronić przed deszczem i wilgocią. Głośnik zamontowano na rosnącym na Rynku kasztanowcu, co powodowało jego nieustanne awarie z powodu nieprzystosowania do warunków atmosferycznych. Burmistrz nie nakazał również wykonać uziemienia aparatury, przez co uszkadzały ją wyładowania atmosferyczne. Dodatkowo radia nie wyłączano gdy nie korzystano z niego, co osłabiło akumulator. Uszkodzono też prostownik do niego, a swój udział w jego dewastacji miały także dzieci magistrackiego woźnego, które bawiły się nim po godzinach pracy urzędu. Ostatecznie „przed dziećmi wyniesiono aparat na strych i tam dzięki p. burmistrzowi niszczeje dalej”. Zdaniem jego zastępcy radio wymagało tylko kompetentnej obsługi, niewielkiej naprawy i wymiany dwóch zepsutych lamp. Podsumowując całe zamieszanie Rzeźniczek napisał, że „zawdzięczmy to wszystko fachowości i umiejętności p. burmistrza”.
W aktach magistratu znajduje się zarządzenie burmistrza, które potwierdza słowa Maksymiliana Rzeźniczka. Feliks Orlicki w maju 1929 roku nakazał podpisać pracownikom ratusza następujące oświadczenie: „zakazuje i proszę o zaniechanie bawienia się radjem bez mojej wiedzy”.
Dowodów winy zastępcy burmistrza nie przyniosły też zeznania innych osób podejmujących decyzję w 1928 roku. Większość radnych (przesłuchano 13 z 15 z nich) nie pamiętała po ponad 2 latach szczegółów tamtej sprawy, a zwłaszcza tego, jaką przedstawiono wówczas najniższą cenę radia. Decydujące było zeznanie byłego przewodniczącego rady, dr. Emila Cyrana, który oświadczył: „Podejrzenia, aby zakup miał pan Rzeźniczek wykorzystać na swoją korzyść nie miałem, ponieważ on przy tym oświadczył, że aby uniknąć podejrzenia, aparatu sam nie dostarczy, tylko magistrat zwróci się wprost do firmy”. Wobec tego władze miasta w maju 1930 roku zdecydowały o niewytaczaniu postępowania zastępcy burmistrza.
W sierpniu 1930 roku Feliks Orlicki napisał do katowickiego przedstawicielstwa Siemensa list, który miał spowodować nieodpłatną naprawę radia. Burmistrz uderzając w wysokie tony argumentował: „Zwracamy uwagę Panów, że w interesie renomy firmy Siemens leży doprowadzenie radia do należytego funkcjonowania”. Winny kłopotów z radiem nie był już jego zastępca, gdyż w liście tym czytamy: „Jeżeli w głośniku jest napis Vor Feuchtigkeit zu schützen2Chronić przed wilgocią to firma Panów nie powinna była aparatu takiego ani nam oferować ani na rynku na drzewie instalować”. W innym liście w tej sprawie burmistrz stwierdzał wprost: „Winę za niefunkcjonowanie urządzenia radiowego ponosi wyłącznie firma Siemens”. W kolejnym liście burmistrz apelował do firmy, aby „dla wyrobienia sobie i ustalenia dobrej renomy” naprawiła urządzenie, a jeśli tego nie zrobi, elektrownia miejska nie będzie składać u niej zamówień. W lutym 1931 roku firma poinformowała magistrat, że „celem osobistego umówienia wiadomej sprawy” odwiedzi Lubliniec jej inżynier. Finał sprawy był pozytywny, w marcu i kwietniu 1931 roku podczas dwóch wizyt radio naprawiono.
W listopadzie 1931 roku zapadła decyzja o jego sprzedaży. Magistrat zamówił ogłoszenia prasowe w „Polonii” i „Polsce Zachodniej”.

Ostatecznie radio sprzedano w styczniu 1932 roku za 520 złotych naczelnikowi lublinieckiego więzienia Józefowi Anczokowi.
Wydawało się, że saga lublinieckiego radia nadającego na Rynku z przerwami przez zaledwie rok dobiegła końca, ale tak nie było. W grudniu 1932 roku lubliniecki magistrat odwiedzili krakowscy urzędnicy Referatu Kontroli Polskiego Radia. Dokonując lustracji budynku zauważyli oni, że nie została zdemontowana część dawnego radia, prawdopodobnie antena i uziemienie. W związku z tym nałożyli na magistrat obowiązek uiszczenia opłaty radiofonicznej, gdyż ta była obowiązkowo płacona za posiadanie instalacji radiowej a nie słuchanie radia. Wynosiła ona ponad 30 złotych za 6 ostatnich miesięcy których dotyczyła kontrola. Uwzględniając jednak tłumaczenie lublinieckich urzędników i brak złej woli z ich strony, obniżoną ją do kwoty 20 złotych i 80 groszy. Ta decyzja z 13 grudnia 1932 roku zakończyła epopeję radia na lublinieckim Rynku.
Na podstawie:
Archiwum Państwowe w Katowicach, Akta miasta Lublińca
Sebastian Ziółek, Lubliniec. Miasto i mieszkańcy w latach 1922-1939, w: Lubliniec 750 lat historii miasta i mieszkańców, Lubliniec 2022


