Najdalej na zachód wysuniętym przysiółkiem Kośmider była Potaśnia/Potaszna/Potasznia/Potaschna. W 1830r. w tym miejscu istniało pojedyncze gospodarstwo wolnego kmiecia. Dzisiaj jak pisze pan Józef Tyrol, którego opracowaniami będę się wspierał – to uroczysko, gdzie dawniej znajdować się musiało miejsce wyrobu potaż (u nas pisany także – potasz) – określenie to pochodzi od średniowiecznego niderlandzkiego słowa Pottasche (garnek + popiół). Miejsca gdzie wyrabiano potaż nazywano – potaszanią lub potaszarnią.
Jednak drzewo najczęściej nie spalano tylko i wyłącznie na potrzeby uzyskania popiołu do produkcji potażu – raczej było odwrotnie, to popiół był produktem ubocznym produkcji węgla drzewnego, smoły lub dziegciu. Dlatego też potasznicy na ogół pracowali wspólnie z węglarzami, smolarzami oraz dziegciarzami.
Potaż otrzymywano z popiołu drewna drzew liściastych (z drewna z dębu i buku) i nazywano ziemnym, natomiast produkt z dodatkiem popiołu z drewna gatunków iglastych – potażem próchnicznym. Biały krystaliczny potaż znajdował zastosowanie do wyrobu szkła, mydła, wypieku pieczywa oraz otrzymywania znajdującej zastosowanie w wyrobie materiałów wybuchowych saletry potasowej. Stosowano go także w farbiarstwie (bielenie tkanin), włókiennictwie jak też innych gałęziach powstającego przemysłu chemicznego.

A jak się go wytwarzało? Najpierw należało spalić drzewo – robiono to albo w stosach, albo wykopywano dół wyłożony kamieniami – następnie palono aż pozyskano popiół. Ten trafiał do tzw. ługowników, gdzie był zalewany na przemian gorącą i zimną wodą, która przepływając przez popiół wypłukiwała ług. Popiół pozostały po ługowaniu nazywany był łużynami i nadawał się on do nawożenia pól.
Otrzymany ług, pod postacią brunatnego roztworu był spuszczany do kolejnej kadzi, w której poddawany był procesowi zagęszczenia poprzez odparowanie wody. Zagęszczanie trwało do momentu uzyskania gęstej, tłustej, brunatnej masy tzw. surówki, którą następnie prażono od 4 do 6 godzin w piecu, aż do zbielenia i otrzymania końcowego produktu, tj. potażu.
Pan Piotr Kalinowski dodaje, że „Tereny leśne nad Małą Panwią były bogate (i w większości są do dziś) nie tylko w żelazo i piryt. Występuje tu również minerał o nazwie piroluzyt. Wydobywa się go tak samo jak i poprzednie – na terenach podmokłych i bagiennych w postaci takiej samej jak ruda darniowa. Górnicy zajmujący się tym musieli odróżniać te minerały i rozdzielać je pomiędzy konkretnych przemysłowców. Ruda żelaza szła do kuźników, pirytem zajmowali się alchemicy, a co zrobić z piroluzytem? Na to też byli chętni w naszych lasach. Piroluzyt bowiem służył do ….. hodowli kryształów. Tak – wydaje się to może dziwnym, ale bez niego nie byłoby możliwe pozyskanie kryształków potażu. Aby otrzymać potaż należało spalić drewno iglaste na popiół, ten zaś wygotować i czekać na osadzenie się kryształów. A bez potasu (który znajdował się w potażu) nie była w XV wieku możliwa produkcja mydła, szkła, ceramiki, bielenie tkanin, ani nawet uprawa roślin.”
Na koniec może warto spojrzeć na mapy. Tu mamy pewną zagadkę – bo wydaje się, że miejsce, które obecnie nazywane jest Potaśną – na mapie googlowej, nie znajduje się na tym samym miejscu – co na mapie z 1893r. a mapa z 1830r. przesuwa je jeszcze bardziej na północ. To zagadka związana z Koszwicami i zapewniam, że nie ostatnia.

Na zdjęciach, które wykonał Łukasz Karnatowski – najprawdopodobniej miejsce gdzie znajdowała się Potaśna pod koniec XIX wieku.


