Pomnik Eugeniusza de Mazenoda i jego twórca
Pomniki w swojej najbardziej tradycyjnej postaci, czyli figury z brązu lub kamienia posadowionej na cokole, nie mają w Lublińcu zbyt licznej reprezentacji. Z wyjątkiem poczciwego Nepomuka na rynku, jedyne obiekty tego rodzaju znajdziemy na terenie należącym do Parafii Św. Stanisława Kostki i klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Mowa oczywiście o pomnikach założyciela zgromadzenia Oblatów – Św. Eugeniusza de Mazenoda oraz męczennika II wojny światowej, superiora lublinieckiego klasztoru i dyrektora małego seminarium bł. o. Józefa Cebuli OMI. Przypomnimy teraz okoliczności powstania pierwszego z nich oraz przybliżymy mało znaną sylwetkę jego twórcy.
Pomnik Św. Eugeniusza de Mazenoda swoje istnienie zawdzięcza, przynajmniej częściowo, przypadkowi lub może lepiej – wyjątkowemu zrządzeniu Opatrzności. Kiedy po wojennych perypetiach Oblaci odzyskali w 1945 roku pełnię władzy nad klasztorem i kościołem, nieoczekiwanie znaleźli się w posiadaniu ogromnej ilości cementu, z którym nie wiedziano, co zrobić. Jednak ,,od przybytku głowa nie boli” i wkrótce znaleziono sposób, jak uporać się z nadwyżką. Zawezwano rzeźbiarza, który w iście stachanowskim tempie, w ciągu zaledwie dziesięciu dni (3-13 listopada 1945 roku) wzniósł blisko czterometrowy posąg założyciela Zakonu. Obserwujący poczynania artysty kronikarz zanotował: ,,Mimo chłodnego powietrza dzieło rosło mu pod ręką […]”. Pomnik pomyślany jako jako wotum za uchronienie klasztoru przed zniszczeniami podczas II wojny światowej został poświęcony 24 czerwca 1946. W uroczystość tej oprócz burmistrza miasta i starosty lublinieckiego wziął również udział autor monumentu.

Jak dotąd nie zdradziliśmy jeszcze nazwiska artysty, spod którego dłuta wyszedł pomnik, pora zatem to uczynić. Był nim osiadły w Kielcach Wojciech Durek – absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Mediolanie, nie tylko rzeźbiarz, ale i malarz, mający już wtedy za sobą długą i owocną karierę artystyczną, którą rozpoczął w pierwszych latach międzywojnia. Apogeum osiągnęła ona w latach 30., kiedy to Durek zyskał sławę jako rzeźbiarz monumentalista, realizujący zakrojone na dużą skalę zespoły rzeźb o tematyce religijnej i historyczno-patriotycznej. Niestety większość z nich nie przetrwała II wojny światowej, w tym uważane za jego najważniejsze osiągnięcie prace wykonane w latach 1933-1937 roku dla biskupa Stanisława Okoniewskiego w Pelplinie m.in. dziesięć siedzących posągów zasłużonych biskupów chełmińskich.

Szczęśliwie wciąż możemy podziwiać galerię figur polskich królów, hetmanów i powstańców listopadowych, jaką rzeźbiarz stworzył na terenie Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie koło Ostrowi Mazowieckiej. Innym jego zachowanym dziełem jest posąg Chrystusa w Małej – rodzinnej miejscowości artysty, uznany w 2007 roku za jeden z ,,siedmiu cudów Podkarpacia”. Monument ten, zbliżony do słynnej statui z Rio miał imponującą wysokość 17, 5 metra i jako taki wyprzedza o kilkadziesiąt lat współczesną modę na religijne kolosy w rodzaju Chrystusa ze Świebodzina.

Dziś nasz rzeźbiarz zapewne nie mógłby opędzić się od zleceniodawców, jednak po II wojnie światowej, wskutek przejęcia władzy przez komunistów, artyści związani z Kościołem, tacy jak Durek, znaleźli się nas cenzurowanym. W nowych warunkach politycznych gwiazda artysty mocno przygasła, choć wciąż otrzymuje on poważne zlecenia m.in. na pomniki w Chełmży, Pelplinie i Końskich. Pod koniec życia Durek poświęci się już niemal wyłącznie projektowaniu wystroju rzeźbiarskiego wnętrz kościołów. To zepchnięcie na margines życia artystycznego skutkuje tym, iż po śmierci rzeźbiarza w 1951 roku jego nazwisko popada w niemal całkowite zapomnienie. Dopiero w ostatnich dekadach podejmuje się działania mające na celu przywrócenie pamięci o życiu i dorobku tego niezwykle produktywnego i wszechstronnego artysty, który nie tylko stawiał ogromne posągi i zapełniał swoimi rzeźbami kościoły, ale też uprawiał rzeźbę kameralną, malował portrety oraz obrazy religijne i z sukcesem parał się medalierstwem.
Zastanówmy się jeszcze, co zadecydowało o tym, iż lublinieccy Oblaci postanowili zlecić wykonanie pomnika swojego założyciela temu, a nie innemu artyście. Z pewnością na wybór rzeźbiarza wpływ miała jego wcześniejsza współpraca z Zakonem przy Kalwarii w Kodniu, gdzie aż do 1939 roku Durek pracował nad rzeźbami okazałej kaplicy Św. Rodziny. Najwyraźniej po wojnie Zgromadzenie wciąż utrzymywało kontakt z artystą. Drugim, acz nie mniej istotnym powodem powierzenia tego zadania właśnie Durkowi, były jego osiągnięcia w dziedzinie rzeźby religijnej, poparte licznymi zleceniami kościelnymi. Wreszcie, co z praktycznego punktu widzenia wydaje się najważniejsze. Durek był jednym z pierwszych w Polsce rzeźbiarzy, który oparł swoją twórczość na sztucznym kamieniu, uszlachetnionym betonie. Jego umiejętność pracy w nietradycyjnym tworzywie czyniła go wręcz stworzonym do tego zadania, a zakonnikom dawała gwarancję szybkiego pozbycia się zalegającej hałdy cementu.

Dzisiaj lubliniecki pomnik św. Eugeniusza de Mazenoda jest z pewnością najbardziej rozpoznawalnym wizerunkiem tego świętego w Polsce. Artysta przedstawił francuskiego biskupa jako mężczyznę w sile wieku, o szlachetnym obliczu (w żyłach de Mazenoda płynęła błękitna krew) i łagodnym uśmiechu, trzymającego w złożonych na przedzie rękach zwój – zapewne regułę nowego zakonu. Z arystokratyczną fizjonomią Świętego kontrastuje jego nieco pochylona poza, wyrażająca pokorne oddanie się Bogu. Walory artystyczne rzeźby podnosi usytuowanie jej w otoczeniu zieleni przyklasztornego ogrodu. Jest to zresztą zgodnie z zaleceniami mediolańskiego mistrza Wojciecha Durka – Medarda Rossa, który odznaczał się wybitnie ,,malarskim” podejściem do rzeźby. Twierdził on, że ,,nie obchodzi się naokoło posągu, tak jak nie obchodzi się naokoło obrazu, ponieważ nie obchodzi się naokoło formy dla doznania wrażeń.”

Rzeźbić należy więc tak, jakby dzieło miało być oglądane tylko z jednego, optymalnego punktu widzenia, zaś możliwość jego ,,obchodzenia” wzrokiem można ograniczyć, odpowiednio aranżując zieleń wokół niego. W swoich realizacjach pomnikowych Wojciech Durek starał się dochować wierności naukom Medarda, mimo że nie zawsze było to dobrze odbierane przez publiczność. Warto zwrócić uwagę, iż w przypadku lublinieckiego pomnika artysta zastosował dodatkowy zabieg, aby zasugerować odbiorcy najwłaściwszy sposób oglądu: rozbudował partię cokołową o kamienny parawan, otaczający posąg z trzech stron, tak iż aby w pełni doświadczyć dzieła, trzeba stanąć przed Świętym ,,twarzą w twarz”.

Kończąc ten przydługi post wspomnijmy jeszcze o przeprowadzonej w latach 2022-2023 gruntownej renowacji pomnika, która nie tylko przywróciła rzeźbie jej artystyczną świetność, ale też doprowadziła do odkrycia na postumencie sygnatury Wojciecha Durka.



