Nowa wieś

Obelisk w Nowej Wsi został wzniesiony w 1979 r. i upamiętnia egzekucję 10 Polaków przywiezionych z więzienia w Lublińcu. W odwecie za zbrojną akcję grupy dywersyjnej AK hitlerowcy dokonali zbrodni na ludności polskiej  w Nowej Wsi w maju 1944 r.

Leśniczówka znajdująca się nieopodal obelisku była zamieszkiwana w tym czasie przez nadleśniczego Niemca, do którego przyjechał syn oficer Luftwaffe wraz ze swoim kolegą. Przywieźli oni ze sobą kilka sztuk broni. W charakterze pomocnika w leśniczówce zatrudniony był Franciszek Wilczyński z Kłobucka członek AK, który powiadomił kolegów o wizycie niemieckich oficerów. Kłobuka grupa AK zaplanowała akcję zdobycia tej broni. Na początku maja 44 r. przeprowadzono akcję, podczas której jeden Niemiec został zabity a drugi uprowadzony przez partyzantów i uwolniony przez nich w lesie.
W odwecie za akcję przeprowadzoną przez partyzantów Niemcy na oczach mieszkańców Nowej Wsi i okolic 8 maja 1944 roku powiesili 10 polskich zakładników przywiezionych z aresztu w Lublińcu.

„W godzinach popołudniowych przywieziono więźniów i ustawiono ich w dwuszeregu pod szubienicą. Było nich razem dwudziestu, ale straconych miało być dziesięciu. Skazani mieli ręce skrepowane, związane z tyłu ciała drutem. Byli to bez wyjątku młodzi ludzie, a wśród nich chłopcy.
[…] Kim byli straceńcy? Mieli podobno pochodzić z okolic Lublińca i częściowo powiatu częstochowskiego. Jeden z nich nazywał się Kazimierz Parkitny i pochodził z Węglowic.” *

W 1994 w 50. rocznicę mordu roku przy obelisku wzniesiono modrzewiowy krzyż jako symbol najwyższej ofiary, upamiętniający 10 Polaków. Przy obelisku znajduje się 10 głazów symbolizujących niewinnie straconych.

Na ścianie remizy strażackiej w Wilkowiecku (pow. Kłobuck) umieszczona jest tablica, upamiętniająca 10-ciu Polaków powieszonych tutaj w czasie wojny (zdj. 1). Jej niezwykle lakoniczna treść, jest niestety błędna. Otóż była to druga publiczna egzekucja w regionie i miała miejsce dokładnie w dniu 24 listopada 1942 r., tymczasem na tablicy jest podany tylko rok i to 1943! Była to odwetowa akcja Niemców za zabicie kupca niemieckiego, który szykanował polskich mieszkańców. Skazańców przywieziono z Lublińca, a ciała wywieziono w nieznane miejsce. Znane są jednak nazwiska ofiar tej egzekucji i wobec braku rzetelnego Miejsca Pamięci o nich, chcę teraz je przypomnieć: Kazimierz Wilk z Cisia, Szymon Cieślak i Tadeusz Januczak ze Dźbowa, Kazimierz Głogowski z Sosnowca, Jan Nir z Częstochowy, Aleksander Kasprzyk z Ostrowów, Kazimierz Wikliński z Aleksandrii oraz Marian Raczyński, Jan Pilarski i Mieczysław Chlebowski z Krzepic.

W dniu 17 listopada 1943 r. partyzanci wykonali wyrok w majątku na zarządcy Józefie Kesslingerze, który był oprawcą żydów w getcie częstochowskim na Zawodziu, mimo upomnień nie zaprzestał mordować Żydów na rozkaz Gestapo. W odwecie hitlerowcy za zgoda Hansa Franka Gubernatora w Krakowie wzięli 20 więźniów z więzienia w Lublińcu i 10-ciu powiesili na placu przykościelnym, wobec zwołanych pod przymusem Polaków, a także dzieci w dniu 26 listopada 1943r. dowódcą egzekucji był szef Gestapo z Blachowni Mathias Chriestiansen z Gestapo z Opola. Następnie 10-ciu powieszono na Sadzie Młyńskiej w Gnaszynie 24 kwietnia 1944r.

74 lata temu, dnia 4 lutego 1944 roku we Wręczycy Wielkiej Niemcy powiesili dziesięciu Polaków. Na miejsce publicznej egzekucji doprowadzono miejscową ludność polską, a Niemcy z hitlerowskimi dygnitarzami na czele asystowali przy dokonywaniu tego mordu. W tej publicznej egzekucji powieszonych zostało dwóch mieszkańców Wilkowiecka: Zając Marcin i Zając Antoni (ojciec i syn). Straconych tam Polaków upamiętnia Tablica Pamiątkowa na budynku OSP. Osadzeni w więzieniu w Lublińcu

24 kwietnia 1944 roku, około godziny 10.00 gestapowcy przywieźli 10 mężczyzn przetrzymywanych prawdopodobnie w więzieniu w Lublińcu. Na wzgórzu w Gnaszynie ustawili szubienicę. Żandarmeria niemiecka na miejsce egzekucji doprowadziła blisko 2000 mieszkańców Gnaszyna i okolicznych miejscowości. Zakładnicy mieli związane z tyłu ręce, z tłumu zostały wybrane osoby do zakładania skazańcom pętli na szyję. Jeden ze skazańców krzyknął przed egzekucją „Jeszcze Polska nie zgnięłaś”, jak mówią różne źródła był to ksiądz katolicki. Straceni Polacy pochodzili z powiatu zawierciańskiego, a zostali skazani na powieszenie za nieujawnienie kto pomaga partyzantom.

Ciała zostały załadowane na samochód i odjechały w nieznanym kierunku. Z niektórych przekazy ustne mówią, że zakładnicy mogli być pochowani w okolicach cmentarza w Blachowni, gdyż w kierunku naszego miasta miał odjechać samochód. Podobno tego dnia gestapowcy urządzili sobie zabawę z sutą ucztą. Nie była to jedyna zbrodnia w tych dniach, podobnej dokonali w Kamyku.

Egzekucją kierował szef mundurowej policji bezpieczeństwa w Blachowni – Mathias Christiansen. Przed egzekucją wygłosił przemówienie grożąc ludności, że każdy kto nie podporządkuje się zarządzeniom  władz niemieckich, to wszyscy podzielą los skazańców. Zbrodniarz ten przeżył wojnę i nie doczekał się wyroku za swoje liczne zbrodnie.

Miejsce tej straszliwej zbrodni zostało upamiętnione postawieniem krzyża z żeliwną tablicą, która na początku wieku została wymieniona na tablicę kamienną. Pobliskiej ulicy nadano nazwę 10 Zakładników. Mieszkańcy Gnaszyna wraz lokalnymi władzami, kombatantami każdego roku odwiedzają to Miejsce Pamięci składając kwiaty i zapalając znicze.

Matthias Christiansen
Chef der Gestapo Blachownia
28.08.1914 in Husum

ponad tysięczna Blachownia stała się miastem powiatowym o nazwie Kreis Blachstadt. miał tu swą siedzibę landrat-starosta oraz funkcjonowała ekspozytura tajnej policji państwo-wej gestapo, później gehaime staats polizei, a także komenda żandar-merii obejmująca 6 rejonów. miejscowość ta stała się miejscem kaźni i ogniskiem terroru na cały dawny powiat częstochowski. Komendantem był Herman Donau, a szefem miejscowego gestapo Hans Christiansen, którego bali się nawet niemcy.