Ludowy Bank w Lublińcu

O tym jak powstał w Lublińcu polski Bank Ludowy opisał w swoich wspomnieniach Konrad Szymik, którego ojciec Antonii Szymik był jedną z osób, która zabiegała o jego powstanie.

„Potrzeby chłopów pod względem finansowym kryła Kasa Pożyczkowa Raiffeisen (…). Raiffeisen trudni się skupem i sprzedażą produktów rolnych, maszyn rolniczych i nawozów, handluje budulcem, cementem, wapnem, pożycza pieniądze i doskonale orientuje się w sytuacji materialnej chłopów. W dodatku Raiffeisen jest placówką wszechwładną bo nie ma w Lublińcu konkurencji. „Lubliniec ma mieć swoją polską placówkę i to kasę pożyczkową” – tak postanowili w Bytomiu polscy działacze z redaktorem Dombkiem na czele (był  on między innymi prezesem Towarzystwa Górnośląskich Przemysłowców w Bytomiu i Banku Ludowego w Siemianowicach, a także posłem do Reichstagu z Koła Polskiego) i polecili mojemu ojcu poczynić pierwsze kroki organizacyjne w tym kierunku. Z właściwym sobie temperamentem ojciec bezzwłocznie  zabrał się do dzieła szukając przede wszystkim ludzi chętnych i dających gwarancję pomyślnego przeprowadzenia dzieła do pożądanego skutku. W osobach lekarza dr. Willerta i kupca Maksymiliana Rzeźniczka znalazł dwóch kandydatów na trzech potrzebnych według ustaw i przepisów, którzy mogą być przedstawicielami mającej się założyć spółki pod nazwą: Bank Ludowy w Lublińcu. Mój ojciec jako ten trzeci kandydat odpadł odrzucony przez władzę, dlatego że nie był właścicielem gruntu i nie płacił podatków. Trzeci kandydat to znaczy jeden z wymaganych trzech musiał być posiadaczem jakiejś realności  lub ziemi. Wtenczas objechał bodaj pół powiatu, namawiał wszystkich znajomych i cały szereg nieznajomych chłopów w poszukiwaniu za potrzebnym kandydatem. Znalazł dużo zrozumienia dla sprawy, przyrzekania mu poparcia, ale nikt nie zgodził się na to, by figurować na liście kandydatów – założycieli polskiego banku w Lublińcu. Kosztem osobistych wyrzeczeń co do swoich spraw do ojcowizny, wreszcie ojciec nakłonił swojego ojczyma Piotra Dryndę z Jawornicy złożenia swojego podpisu i nazwiska na liście organizatorów i zarządców Banku Ludowego. Powstała tymczasem pierwsza placówka polska w Lublińcu: Bank Polski mający za zadnie udzielać pomocy finansowej i gospodarczej polskim chłopom w powiecie lublinieckim. Ofiarą akcji organizacyjno werbunkowej był mój ojciec (…). Zaczęła się nagonka na ojca (…). Spakował więc ojciec to co zostało do spakowania, zabrał całą rodzinę i wyjechał z nią by znaleźć pracę i możliwość bytu zagłębia węglowego do Nadrenii.”

Dnia 7 czerwca 1909r. pod numerem 24 rejestru spółdzielni i spółek miejscowych lubliniecki sąd okręgowy zapisał powołanie „Banku Ludowego – Volksbank – eingetragene Genossenschaft mit beschrankter Haftplicht” – czyli spółdzielni z ograniczoną odpowiedzialnością. Członkami zarządu banku zostali: Franciszek Willert, Maksymilian Rzeźniczek i Piotr Drynda.

Siedzibą Banku był lokal na parterze budynku przy Neuring (obecnie Kopernika 5).

Pierwszym prezesem rady nadzorczej Banku został ksiądz Paweł Rogowski – wówczas proboszcz parafii w Jędrysku.

W 1916r. Maksymilian Rzeźniczek ustąpił z zarządu, a na jego miejsce został wybrany właściciel majątku Lipie