Wczytywanie teraz
×

Lipy w Wierzbiu

W 1933 roku na rynku wydawniczym ukazała się książka pt.Drzewa Sobieskiego na Śląsku”, napisana przez inż. Andrzeja Czudka – leśnika, przyrodnika, nauczyciela, urzędnika administracji państwowej oraz działacza na rzecz ochrony przyrody.

Wśród wielu interesujących opisów znajdziemy również informację o czterech lipach rosnących przy drodze z Sadowa do Wierzbia: „Na granicy Sadowa i Wierzbia stoją przy drodze państwowej nad przepustem 4 grube lipy, po 2 z obu stron drogi, które według podania zasadzone zostały przed 250 laty celem upamiętnienia pobytu króla Sobieskiego z wojskiem na Śląsku.

Fotografia lip z Wierzbia wykonana przez autora książki „Drzewa Sobieskiego na Śląsku” 

Najgrubsza z tych lip mierzy 3,25 m w obwodzie, a wysokość jej wynosi 22 m. Pień rozgałęzia się na 4 grube odnogi. Drzewo jest zupełnie zdrowe, kora błyszcząca, a korona silnie rozwinięta w kierunku południowo-wschodnim. Wygląd zewnętrzny drzewa jest bardzo okazały, a gałęzi suchych nie ma zupełnie. Druga lipa, stojąca naprzeciwko powyżej opisanej, ma 3,15 obwodu i rozdwaja się na wysokości 3 m. Każda odnoga dzieli się znowu na 2, skutkiem czego powstają 4 grube konary. Na jednej z tych odnóg, na wysokości 4 m, zawieszona jest kapliczka. Korona drzewa rozwinięta jest ku zachodowi. Wysokość drzewa wynosi około 20 m, obwód trzeciej lipy wynosi 3,85 m. Pień ma wysokość 4 m i dzieli się na 2 grube odnogi. Drzewo jest również zdrowe, a wysokość jego to około 21 m. Czwarta lipa to dwojak. Pień zrośnięty jest z 2 drzew i dzieli się tuż nad ziemią na dwie części. Jedna odnoga pochylona jest ku zachodowi, a druga ku wschodowi. Pierwsza jest cieńsza i na wysokości 7 m jest złamana przez wiatr; obwód jej wynosi 2,15 m. Znajduje się na niej również kapliczka. Wzdłuż całej odnogi wyrastają młode, wydłużone pędy. Obwód drugiej odnogi wynosi 2,55 m. Pień drzewa jest do wysokości 15 m gonny (tj. wysoki i prosty), gładki, zaś korona jest niewielka i jednostronnie rozwinięta. W miejscu rozdzielania się obu odnóg zbiera się woda, którą ludność miejscowa uważa za cudowną. Lipy są własnością Wydziału Powiatowego w Lublińcu. Kilku najstarszym mieszkańcom Sadowa znane jest jeszcze podanie, według którego lipy te zasadzono w miejscu, w którym oddział wojsk polskich poił w płynącym obok potoczku swe konie. Przez długi czas w dzień Wniebowzięcia NMP strojono w świeże kwiecie wiszące na tych drzewach kapliczki (mniej więcej w rocznicę posadzenia). Później zwyczaj ten poszedł w zapomnienie”.

Wg autora w powiecie lublinieckim „Drzewa Sobieskiego” znajdują się jeszcze w Koszęcinie i Boronowie.

Zupełnie inaczej pochodzenie tych samych lip rosnących w Wierzbiu opisywał sto lat temu ks. Karl (Karol) Urban – górnośląski duszpasterz, badacz lokalnych dziejów oraz proboszcz parafii w Sadowie.

Ksiądz Karol Urban – przy obelisku/pomniku Ferdynada Schilla obok plebanii w Sadowie

Jego przekaz wydaje się bardziej wiarygodny: „Na początku zeszłego stulecia dobra rycerskie w Wierzbiu posiadała rodzina von Gerlach, podobnie jak dobra szlacheckie w Górnym i Dolnym Sadowie. Dobra te zostały z czasem podzielone pomiędzy trzech synów właściciela (którego imienia nie sposób odnaleźć w żadnych aktach): Georga Gottholda, Franza Gottholda i Johanna Friedricha. Na pamiątkę tego wydarzenia, w miejscu, gdzie podzielone dobra wspólnie graniczyły, tj. przy drodze prowadzącej z Sadowa do Wierzbia, posadzono cztery lipy. Kiedy w 1866 r. wytyczono szosę prowadzącą z Koszęcina do Lublińca, konieczne było podniesienie starej drogi o 1 m poprzez wykonanie specjalnego nasypu. W następstwie tego przysypano również rosnące w tym miejscu lipy warstwą ziemi o wysokości około 1 m, co jednak nie przeszkodziło im w dalszym wzroście.

W rozwidleniu korzeni jednego z tych drzew zbierała się niegdyś woda, której przypisywano cudowne właściwości uzdrawiające. Po wodę tę przyjeżdżali zwłaszcza mieszkańcy Polski, używając jej przede wszystkim na wszelkie dolegliwości oczu. Gdy nagle woda przestała się tam gromadzić, pisano o tym nawet w zagranicznych gazetach (podobno pewna polska arystokratka chciała tą wodą uzdrowić swojego ociemniałego psa). Fakt ten wyjaśniono miejscowej ludności w prosty sposób – wskazując, że było to skutkiem przeprowadzonych prac melioracyjnych na okolicznych polach. W ten sposób chciano ostatecznie uporać się z wodą spływającą z pobliskiego wzniesienia, zwanego Kaiserberg (Cesarską Górą). W 1866 r. właściciel dóbr rycerskich w Wierzbiu, Methner, zasadził przy wspomnianej szosie cztery białe topole – przy wjeździe do parku pałacowego. Jedna z nich została powalona przez orkan, który nawiedził tę okolicę na początku 1912 roku”.

Po lipach na granicy Sadowa i Wierzbia nie ma już śladu