Kaplica Matki Bożej Bolesnej w Goju
Pośród pól rozciągających się między Wielowsią a Toszkiem, z dala od zwartej zabudowy, stoi niewielka kaplica, która od stuleci przyciąga wiernych i miłośników historii.

Ukryta w cieniu starych lip kaplica Matki Bożej Bolesnej w Goju jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc kultu na ziemi toszeckiej. Jej znaczenie wykracza jednak daleko poza walory architektoniczne – to miejsce, którego dzieje odzwierciedlają burzliwą historię Śląska.

Goj, będący niewielkim przysiółkiem wsi Wiśnicze, od dawna otaczany jest aurą tajemniczości. W lokalnych przekazach zachowała się pamięć o istniejącym tu niegdyś świętym gaju, gdzie jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa miały odbywać się obrzędy pogańskie. Z tą tradycją wiąże się zarówno nazwa przysiółka, jak i leżące w pobliżu płaskie głazy, którym przypisuje się dawne znaczenie kultowe. Nie są to jednak informacje potwierdzone badaniami archeologicznymi, lecz element miejscowej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Na zdjęciu wyeksponowane przy kapliczce płaskie głazy, owiane aurą tajemnicy z przeszlości.
W pierwszej połowie XVII wieku Śląsk nawiedzały przemarsze wojsk, epidemie i głód. Powstanie świątyni wiązano z tragicznymi wydarzeniami wojny trzydziestoletniej – splądrowaniem okolic przez wojska generała Mansfelda oraz późniejszym najazdem wojsk szwedzkich. O wydarzeniach tych pisał na przełomie XVIII i XIX wieku proboszcz wiśnicki ks. Walenty Hoscheck w kronice „Liber Archivalis Parochiae Wischnicensis et Schwiebensis”. W takich okolicznościach mieszkańcy okolicy wznieśli w 1644 roku drewnianą kaplicę, powierzając siebie opiece świętych Jana i Pawła, uznawanych za orędowników chroniących przed nieszczęściami i niszczycielskimi żywiołami. Z biegiem czasu coraz większą czcią zaczęto otaczać znajdujący się tu wizerunek Matki Bożej Bolesnej.

Obecna kaplica powstała w 1765 roku z inicjatywy proboszcza ks. Ignacego Wesselego. Murowana budowla utrzymana w stylistyce późnego baroku zastąpiła wcześniejszą drewnianą świątynię. Jej smukła bryła z charakterystycznym falistym szczytem harmonijnie wpisuje się w otaczający krajobraz, a centralnym elementem wnętrza pozostaje obraz Matki Bożej Bolesnej, otaczany szczególnym kultem.

Obraz Matki Boskiej Bolesnej znajdujący się we wnętrzu kaplicy.
Już w XVIII wieku Goj stał się celem licznych pielgrzymek. Wierni przybywali tutaj z okolicznych parafii, prosząc o urodzaj, ochronę przed burzami oraz zachowanie gospodarstw od klęsk żywiołowych. Ważnym elementem tych nabożeństw było święcenie gromnic, które według ludowych wierzeń miały chronić domy przed uderzeniem pioruna. Kaplica zachowała swoje religijne znaczenie również w kolejnych epokach. W okresie Kulturkampfu odbywały się tu więc nabożeństwa pierwszokomunijne, a podczas obu wojen światowych miejsce to stawało się przestrzenią modlitwy o bezpieczny powrót bliskich walczących na frontach.

Do dziś pielgrzymowanie do Goju pozostaje żywą tradycją. Każdego roku przybywają tu procesje z wielu okolicznych miejscowości, podtrzymując zwyczaj liczący już ponad dwa i pół wieku. Dzięki temu niewielka kaplica pozostaje nie tylko cennym zabytkiem sakralnym, lecz także symbolem ciągłości lokalnej historii, wiary i pamięci mieszkańców tej części Górnego Śląska.

Od strony Toszka do kapliczki pod wezwaniem Matki Bożej Bolesnej w Goju prowadzi niepozorna polna droga, której kres wyznaczają majestatyczne lipy widoczne już z daleka.

Droga od strony Toszka
Wśród nich są zarówno okazałe, dorodne drzewa, jak i te okaleczone – naznaczone upływem czasu. Symbolicznie, niczym odwieczni strażnicy skrywają pod swymi koronami nie tylko samą kaplicę, ale przede wszystkim miejsce kultu, które – jak głosi tradycja – jest znacznie starsze od obecnej budowli.

Szczególnie o poranku można usłyszeć tu brzęczenie owadów, śpiew ptaków, szum wiatru i cichy szelest poruszanych nim gałęzi. To miejsce sprzyja wyciszeniu, refleksji, kontemplacji i modlitwie. Zwykle nie dociera tu hałas codziennego życia: miejski gwar, klaksony samochodów, czy też odgłosy pociągów pobliskiej linii kolejowej i drogi. Latem zamiast tego czuć zapach świeżej trawy, nagrzanej słońcem ziemi, kwitnących kwiatów i rozległych pól rzepaku. Przede wszystkim jednak odczuwa się tutaj trudny do opisania wewnętrzny spokój.

Nieopodal przepływa Potok Toszecki – źródło życia dawnego Toszka, położonego zaledwie kilka kilometrów stąd. Tak jak Lublinica od wieków decydowała o rozwoju naszego miasta, tak Potok Toszecki stanowił podstawę istnienia Toszka. Dawniej znajdowało się tu również inne źródełko, któremu przypisywano uzdrawiającą moc.

Wypływało spod korzeni jednej z czternastu lip otaczających kapliczkę. Dziś po źródełku nie ma już śladu, pozostała jednak legenda wyjaśniająca, dlaczego wyschło. Co ciekawe, niemal identyczną opowieść odnajdujemy w „naszym” Wierzbiu, gdzie tłumaczy ona zanik tamtejszego strumyka wypływającego z Kaiserbergu – Cesarskiej Górki i rosnących tam kiedyś lip. Jest to ciekawy ślad dawnych kontaktów, wędrówki opowieści i wymiany myśli pomiędzy mieszkańcami okolicznych miejscowości.

Link do artykułu o lipach z Wierzbia: https://ocal.historialubliniec.slask.pl/lipy-w-wierzbiu/
„W tym samym czasie, gdy mieszkańcy Goju wznieśli na tych polach kapliczkę ku czci Najświętszej Maryi Panny w pobliskim Wiśniczu żyła hrabina, która szczególną sympatią darzyła swojego psa i często spacerowała z nim po okolicy. Pewnego upalnego, lipcowego dnia dotarła wraz ze swoim czworonożnym towarzyszem do kapliczki. Pomodliła się, a następnie postanowiła wykąpać psa w krystalicznie czystej wodzie bijącego obok źródełka, słynącego z uzdrawiającej mocy.

Według legendy czyn ten obraził Najświętszą Panienkę. W tej samej chwili źródło wyschło, a woda zniknęła bezpowrotnie. Do dziś znajduje się tam pusta studnia, na której dnie spoczywają wielkie kamienie i głazy. Wody już nie ma i – jak głosi miejscowa tradycja – nigdy więcej się tam nie pojawi”.


