Wczytywanie teraz
×

Tropem Lompy – kościół św. Anny

Jak podaje pan Jan Fikus (a także Bruno Gogolin), drewniany kościół pw. św. Anny w Lublińcu został wzniesiony w 1653r. staraniem ówczesnego właściciela miasta Andrzeja Cellariego. Tyle pewników.

Kościół pw. św. Anny – lata 20 XX wieku

Czego o kościele nie wiemy?

Po pierwsze  – dlaczego w ogóle go ufundowano, przecież w Lublińcu wówczas były już dwa kościoły, parafialny oraz szpitalny?

Po drugie – dlaczego kościół został wybudowany poza miastem?

Po trzecie – dlaczego pod tym wezwaniem – św. Anny?

Jeżeli ktoś stara się odpowiedzieć na te pytania, to używa głównego argumentu jakim jest pożar. Wybuchł on bowiem w 1650r. i według przekazu był tak wielki, że strawił całe miasto, ostały się tylko 3 domy. Być może oba lublinieckie kościoły – pw. św Krzyża i św. Mikołaja (jeżeli wówczas takie było jego wezwanie) także zostały uszkodzone przez pożar i dlatego Cellary postanowił  – nim przystąpi do odbudowy świątyń, postawić nowy, mały – być może tymczasowy kościół poza spalonym miastem. Argument wydaje się logiczny i prawdopodobny.

A co gdybyśmy poszli za tropem, który podrzuca nam Józef Lompa. Lompa, który w 1857r. na łamach Kroniki Wiadomości Krajowych i Zagranicznych z 1857r. w numerze 12 zamieścił opis historii miasta Lublińca. W tym opracowaniu, które jest jednym z najstarszych zachowanych opisów dziejów naszego miasta podaje, że: Hr. Cellari (Andrzej Celary) wystawił r. 1648 drugi kościółek na cześć św. Anny i chciał dla niego wydać fundację na utrzymanie sześciu Franciszkanów, lecz Cesarz na to nie zezwolii i zakonnicy rozejść się musieli.”

Józef Lompa spisujący dzieje Lublińca – zdjęcie wygenerowane przez AI

Co prawda wydaje się, że jeżeli chodzi o rok – to Lompa się pomylił, jednak pójdźmy tropem Franciszkanów, gdyż wydaje się być całkiem ciekawy i odpowiada na wszystkie trzy pytania.

Kościółek św. Anny i franciszkanie – obraz stworzony przy pomocy AI

Więc zacznijmy od początku:
Po pierwsze  – dlaczego w ogóle go ufundowano, przecież w Lublińcu wówczas były już dwa kościoły, parafialny oraz szpitalny?
Ufundowano go dla zakonników – miał być miejscem działalności zakonu Franciszkanów.

Być może ta decyzja Cellarego to powrót do korzeni, kiedy to jak legenda głosi, zanim powstało miasto – tu znowu oddam głos Lompie:Książę Władysław wystawił tu w lesie małą kaplicę, w której kiedy tu na polowaniu bawił, nabożeństwo bywało. Uposażył kaplicę tak hojnie, że z dochodów jej mógł się wygodnie proboszcz i 4 wikarych utrzymywać(być może chodziło o cystersów, którzy zostali w to miejsce wysłani z nieodległej Jemielnicy). Korzeni – bowiem jak podaje w tym samym opracowaniu Lompa: „księża Paulini przy nim usadowieni (chodzi o kościół pw. św Mikołaja), zmuszeni byli r. 1530 schronić się do Częstochowy, a wróciwszy zaś później, chcieli sobie nowy kościół wystawić, lecz im tego magistrat wzbraniał”.

Ale pewnie dlatego, że Cellary był gorliwym katolikiem, a właśnie kościół i cesarz  w osobie Ferdynanda III Habsburga, rozpoczynał po zakończonej w 1648r. wojnie 30-letniej – kontrreformację (rekatolicyzację) także na Śląsku, zaś Franciszkanie działając obok jezuitów byli jedną z głównych sił katolickiego odrodzenia pod panowaniem Habsburgów.

Skoro Franciszkanie nie pojawili się w Lublińcu – to gdzie się w tym czasie pojawili? Lompa pisze, że rozeszli się – coś w tym jest, bowiem nie tyle, że rozeszli się ale znaleźli sobie inne miejsce.

Otóż całkiem niedaleko Lublińca, w podobnym czasie – jednak z lepszym skutkiem, zawalczył o nich hrabia Melchior Ferdynand Gaschin i osiedlił ich w 1655r. na Górze Chełmskiej (tam w 1659r. wybudował dla nich drewniany klasztor). Góra Chełmska – to dzisiaj wszystkim dobrze znana Góra św. Anny. Początkowo na prośby Gaszyna nie reagowały władze Franciszkanów w Krakowie, być może dlatego, że zakonnicy osiedlić się mieli w Lublińcu – wszak Cellary znany był w Krakowie, jego ojciec przez wiele lat był krakowskim rajcą i pełnił funkcję burmistrza. Jednak gdy cesarz nie wyraził zgody na ustanowieni nowej placówki w Lublińcu, a klasztor Reformatów – będących poza murami miasta spalono – przygotowując obronę Krakowa przed Szwedami. I kiedy Franciszkanie z Krakowa i Lwowa schronili się przed najeźdźcą w niewielkim franciszkańskim klasztorze w Gliwicach, który pomieścić ich wszystkich nie mógł – władze zakonne postanowiły spełnić prośbę Melchiora Ferdynanda i osiedlić na Górze Chełmskiej część swoich współbraci.

Góra św. Anny

Może warto tutaj dodać, że w nieodległym od Lublińca – Boronowie – w tamtejszym kościele w 1638r. właściciel tych dóbr – Aleksander Ernest Dzierżanowski (syn Andrzeja) ufundował dzwon oraz kaplicę św. Anny, a w 1647r. wyznaczył fundację na utrzymanie duchownego w randze lokalisty i funkcję tą początkowo pełnili – nie kto inny – tylko Franciszkanie z Krakowa. Do tego – Dzierżanowcy i Gaszynowie byli ze sobą spokrewnieni – przez związek Zuzanny Dzierżanowskiej – córki, brata ojca – Aleksandra z bratem Melchiora Gaschina – Janem Jerzym.

Kościół w Boronowie, w którym znajduje się kaplica pw. św. Anny

Po drugie – dlaczego kościół został wybudowany poza miastem?

Tak budowano klasztory dla tego zakonu. Najczęściej zlokalizowane były one poza miastem, lub na jego obrzeżach.

Po trzecie – dlaczego pod tym wezwaniem – św. Anny?

Tu także odpowiedź wydaje się prosta –  kult św. Anny odgrywał bardzo ważną rolę w tradycji franciszkańskiej. Wpisywał się w franciszkańską duchowość skupioną na człowieczeństwie Jezusa i roli Maryi, czyniąc św. Annę bliską rodzinie franciszkańskiej.

Nie dziwi więc fakt, że kościół pw. św. Anny – wobec nieudanej akcji osiedlenia w nim Franciszkanów, a po śmierci jego fundatora hrabiego Cellarego został opuszczony, zamknięty i używany był tylko okazjonalnie. Tym bardziej, że w międzyczasie kościół parafialny został rozbudowany i wyremontowany.