Wczytywanie teraz
×

(Gorzki) uśmiech lata, czyli o dwóch lublinieckich akwarelach Macieja Bieniasza

Maciej Bieniasz to wybitna osobistość polskiego malarstwa powojennego. Krakowianin z urodzenia, katowiczanin z wyboru, kojarzony jest przede wszystkim z działalnością grupy ,,Wprost”, której był współzałożycielem i jednym z najbardziej aktywnych członków. ,,Wprostowcy” wkroczyli na polską scenę artystyczną w połowie lat 60., niosąc na sztandarach hasło ukazywania rzeczywistości wprost, to jest bez uciekania w abstrakcję czy intelektualną zabawę formą. Ich sztuka za punkt wyjścia stawiała sobie sytuację człowieka w społeczeństwie wraz z całym bagażem jego doświadczeń, także tych wynikających z represyjności ustroju politycznego. Człowiek – czy raczej figura ludzka – poddawana ekspresyjnym, niekiedy wręcz brutalnym zniekształceniom stanowiła też centralny motyw malarstwa tej grupy, będącego jednym z pierwszych przejawów ,,Nowej Figuracji” – zjawiska, które w pełni rozwinie się dopiero w latach 70. W przeciwieństwie do ówczesnej akademickiej awangardy, skupionej na wewnętrznych problemach sztuki, ,,Wprostowcy” podejmowali aktualną tematykę społeczno-polityczną. Dobrym przykładem jest tu obraz Macieja Bieniasza ,,Płonący” z 1966 roku odnoszący się do głośnych wówczas aktów samospalenia.
Maciej Bieniasz
To ostre, bezpośrednie widzenie rzeczywistości, w rożnym stopniu właściwe wszystkim członkom grupy ,,Wprost”, towarzyszyło Bieniaszowi, kiedy w końcu lat 60. przeniósł się z Krakowa do Katowic. Radykalna zmiana otoczenia zaowocowała cyklem ,,Portret miasta”: przejmującym wizerunkiem stolicy Górnego Śląska, ukazanej jako ofiara nowoczesności na modłę PRL-u – moloch z betonu i niszczejącej spuścizny ,,po Niemcu”, zamieszkany przez wyobcowanych ze sztucznego otoczenia, samotnych ludzi. Obok widoków zdewastowanego pejzażu miejskiego malarz uwieczniał wymowne detale, jak anteny telewizyjne czy skrzynki pocztowe, w których niby w soczewce skupiała się cała patologia życia codziennego w społeczeństwie socjalistycznym.
Nie sposób w krótkim poście scharakteryzować niezwykle bogatej twórczości Macieja Bieniasza, wspomnijmy więc jeszcze tylko o jego religijnych, chrześcijańskich inspiracjach oraz o działalności artysty w czasie stanu wojennego, kiedy to dał się poznać nie tylko jako malarz, ale i okazjonalny poeta, autor m.in. wiersza ,,Pancry”, odnoszącego się do pacyfikacji kopalni ,,Wujek”. Ze swoim 35-letnim stażem wykładowcy Bieniasz należy również do najbardziej zasłużonych profesorów katowickiej ASP.
Oprócz malarstwa Bieniasz przez całe życie, zwłaszcza zaś w późniejszych latach twórczości, poświęcał się się rysunkowi, a za jego szczytowe osiągnięcie w tej dziedzinie uważane są ilustracje do ,,Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa. Szkicownik towarzyszył Bieniaszowi także podczas wakacyjnych wyjazdów w góry i jeziora oraz plenerów na świeżym powietrzu. Wykonane cienkopisami rysunki artysta zazwyczaj podmalowywał farbą wodną – akwarelą . W ten sposób, jakby na marginesie ,,poważnej” twórczości powstawały impresyjne obrazki przedstawiające pejzaże, podwórkowe psy, bawiącą się córeczkę – wszystko w beztroskiej atmosferze wilegiatury. Na pierwszy rzut oka są to niezobowiązujące widoczki, właściwie pocztówki z wakacji. Jednakże wyczulona na wszelkie przejawy dewastacji środowiska percepcja mieszkańca przemysłowej metropolii rejestruje również motywy zaburzające sielankową wizję: auta zaparkowane w lesie, porzucone w dziczy, rdzewiejące kontenery na śmieci, rozpadające się baraki pośród górskiego krajobrazu.
Taki obraz przewrotnej idylli ukazują dwie akwarele z 2000 roku, związane z pobytem artysty w naszym lublinieckim ,,kurorcie”, jakim dla wielu mieszkańców aglomeracji górnośląskiej był i pozostaje Kokotek. Pierwsza przedstawia malowniczy pomost nad Posmykiem z charakterystycznymi kulistymi latarniami.
Maciej Bieniasz – „Kokotek” (2000)
Drugi obraz jest bardziej niepokojący – oto bowiem pełnia lata okazuje swoją niszczycielską siłę – widzimy wysychający staw, jego spękane dno, uwiędłą trzcinę wodną na pierwszym planie. Widok ten wyda się znajomy każdemu, kto w trakcie tegorocznych wakacji zawitał nad jeden z najpiękniejszych lublinieckich stawów – Piegzę. Kiedy przechadzałem się po jego wyschniętym dnie, przypomniała mi się właśnie owa niepozorna akwarelka sprzed ćwierćwiecza, na którą natrafiłem wertując katalog wystawy Macieja Bieniasza. Obraz jest pozbawiony właściwego tytułu, ale mógłby nazywać się ,,Requiem dla Piegzy”.
Maciej Bieniasz – „Kokotek” (2000)
Jak wiadomo staw Piegza od lat zmaga się z niedoborem wody. Czy widoczne już wtedy i odnotowane przez artystę szkody uda się naprawić? Czy można powstrzymać procesy prowadzące do wyjałowienia tego wyjątkowego ekosystemu, ostoi ptactwa i eldorada miłośników przyrody? Miejmy nadzieję, że w przyszłości wciąż będziemy doświadczać uroków Piegzy, i to nie tylko za pośrednictwem zdjęć czy malowanych pejzaży, choćby najpiękniejszych, ale przede wszystkim przez bezpośredni kontakt z naturą.