Wczytywanie teraz
×

Dzień Walki z Kolonializmem (21 lutego), Dzień Bez Dyskryminacji (1 marca) i… konie z Namibii

Połączenie tych trzech tematów wydaje się na pozór dziwne, a powiązanie ich z ziemią lubliniecką niemożliwe. Ale wiedzą już państwo, że wątki naszej lokalnej historii odnajdujemy prawie wszędzie, z daleką Namibią też nie będzie problemu.
W latach 1883-1914 państwo niemieckie podbijało dzisiejszą Namibię, tworząc tam kolonię o nazwie Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia. Armia niemiecka dopuszczając się ludobójstwa brutalnie stłumiła powstanie miejscowych ludów Herero i Nama. Rząd niemiecki w 2021 roku uznał to ludobójstwo i przeprosił za nie, zobowiązując się do wypłaty Namibii kwoty 1,1 mld euro wsparcia w ciągu 30 lat.
W trakcie walk z autochtonami do Namibii sprowadzano konie dla armii niemieckiej. Kupowano je m.in. w 1904 roku powiecie lublinieckim, gdzie wystąpiła choroba tych zwierząt – nosacizna, o czym nie poinformowano komisji kupującej konie dla armii. W związku z tym jedna z gazet informowała: „Jeśli choć jeden z zakupionych koni zostałby zarażony nosacizną, konsekwencje łatwego przenoszenia się i niebezpieczeństwa tej choroby nie pomogłyby naszej kolonii, która znajduje się w stanie wojny. Trudno jest zrozumieć, w jaki sposób starostwo powiatowe skażonego powiatu mogło nie poinformować komisji przetargowej o występującej tam chorobie”.
„Katolik” napisał z kolei, że nosacizna w Lublińcu i okolicy rozwijała się wówczas bardzo szybko i zmuszała gospodarzy do odstrzeliwania zakażonych koni. W Lubecku zastrzelono 22 zwierzęta. „Górnoślązak” podkreślał, że na jarmarku który odbędzie się w Lublińcu 14 czerwca 1904 roku „strzec się należy przy obecnej chorobie koni, by nie kupić już zarażonego”.
Nie wiadomo, czy do Namibii dotarły zdrowe czy chore zwierzęta z powiatu lublinieckiego, wiadomo jednak, że dzikie konie żyją tam do dzisiaj. Nie ma pewności skąd tam się wzięły, istnieje kilka teorii na ten temat. Według jednej z nich są potomkami koni, które należały do niemieckiej kawalerii, według innej, uciekły z miejscowych hodowli i przystosowały się do trudnych warunków życia na pustyni Namib. Fotografia która ilustruje ten artykuł przedstawia właśnie dzikie, namibijskie wierzchowce i pochodzi z blogu podróżniczego Migawki ze świata.