Bruno Gogolin
Bruno Johann Gogolin urodził się w Georgenbergu (Miasteczku Śląskim) 1 lipca 1885r. w rodzinie mistrza stolarskiego Josefa Gogolina i Marthy z domu Kowalski.
Zapewne pierwsze nauki odebrał w szkole powszechnej w rodzinnym mieście.

Jaką szkołę średnią kończył Gogolin, tego niestety nie udało mi się ustalić. Jan Fikus podaje, już od grudnia 1899r. Gogolin pracował w Magistracie w Georgenbergu (nie wiem na ile ta informacja jest prawdziwa, wydaje się to trochę wcześnie – miałby wówczas 14 lat).
Nie wiadomo także, jak to się stało, że Gogolin zainteresował się historią lokalną (pasję tę będzie pielęgnował przez całe swoje życie). Prawdopodobnie pierwsze jego duże dzieło – to historia Georgenbergu (Miasteczka Śląskiego), która została opublikowana w 1907r. w „Oberschlesische Heimat” w 1 zeszycie.

Kolejna praca, także dotycząca Miasteczka Śląskiego została zamieszczona w 1908r. w zeszycie 7 – „Schlesien. Illustrierte Zeitschrift für die Pflege heimatlicher Kultur. Zeitschrift des Kunstgewerbevereins für Breslau und die Provinz Schlesien” gdzie autor zajął się etymologią topografii Miasteczka Śląskiego.

I tuż po niej kolejna – tym razem traktująca o historii starego, drewnianego kościoła w Miasteczku Śląskim (w artykule tym pojawią się ryciny, szkice i plany autorstwa Gogolina),

a następnie opublikowana w 1909r. w „Oberschlesische Heimat 1909” w zeszycie 5, historia kościoła w Żyglinie – Groß Zyglin.

Kolejna praca traktuje już o Lublińcu, znalazła się ona w magazynie Oberschlesische Heimat z 1914r. i opisuje koszty jakie poniósł Lubliniec w czasie wojen napoleońskich.

Gogolin pisze o Lublińcu, bowiem także, nie wiadomo dlaczego – w 1907r. przeprowadza się do Lublińca, gdzie w Magistracie będzie pełnił funkcję asystenta, w 1909r. zostanie pełniącym obowiązki zastępcy zarządcy majątku ziemskiego w Glinicy, w końcu będzie pełnił funkcję sekretarza miejskiego urzędu policyjnego odpowiedzialnego za prowadzenie kartotek, archiwum oraz oficjalnej korespondencji policyjnej, a także całkiem możliwe że zarządzał pracą biura meldunkowego, wydawał przepustki oraz nadzorował miejskie służby porządkowe.
Wiele wskazuje na to, że Gogolin przymierzał się do opracowania kroniki miasta Lublińca. Najprawdopodobniej nie udało mu się tego dokonać w jednej zwartej pozycji. Zbierane przez niego informacje, szkice, rysunki i notatki (w liczbie ponad 300) przekazał w 1942r. magistratowi Lublińca – wówczas Loben (zasoby te dzisiaj znajdują się w Archiwum Państwowym w Katowicach).
Bruno Gogolin kochał także śpiew. Tą pasję realizował poprzez działalność w miejscowym chórze – Männer-Gesang-Verein

W 1922r. gdy Lubliniec zostaje przyłączony do II Rzeczpospolitej – Bruno Gogolin wyjeżdża z miasta, które ukochał i przenosi się do pobliskiego Dobrodzienia, a rok później w 1923r. do Gliwic, gdzie będzie pracował w policji administracyjnej.

Czy nadal zajmuje się historią lokalną? Trudno stwierdzić, bowiem nie znalazłem żadnych opublikowanych artykułów – napisanych przez niego w tym okresie, co oczywiście nie oznacza, że ich nie było.
W 1927r. w Miasteczku umiera ojciec Bruna – Józef Gogolin.

Po zakończeniu II wojny światowej Gogolin przenosi się do Niemiec i osiada w Münster(Westfalia).
Tam pracuje jako niezależny dziennikarz i autor dla przesiedleńców z Górnego Śląska. Jego artykuły, eseje historyczne i reportaże ukazywały się głównie w różnych górnośląskich wydawnictwach regionalnych takich jak „Gliwice-Tarnowitz-Bytom Regional Journal” czy „Loben-Guttentager Kreisblatt”. W swojej twórczości skupiał się głównie na historii regionalnej Górnego Śląska i losach przesiedleńców.

Bruno Gogolin, umiera 10 września 1985r. przeżywszy ponad 100 lat i zostaje pochowany na leśnym cmentarzu w Münster – Lauheide. Niestety w 2010r. jego grób został zlikwidowany…
Na tą chwilę życiorys Bruno Gogolina zawiera więcej niewiadomych jak pewników. Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie – czy miał żonę i dzieci? W jednej z niemieckich gazet z 1920r. pojawia się – w nekrologu Nathana Nebela z Gliwic (mistrza rzeźnickiego) – Bruno Gogogolin, który jest jego szwagrem, wraz z żoną Margarete Grete Gogolin (23.12.1894) – córką zmarłego.
Grete była Żydówką i w 1942r. została deportowana do KL Auschwitz i tam zamordowana. Czy mogłaby być to żona „naszego” Bruna Gogolina? Tego nie mogę na razie potwierdzić.
Bruno Gogolin przez wiele lat był postacią zapomnianą. „Ocalił go – od zapomnienia” Jan Fikus senior, autor monografii „Lubliniec. Z dziejów miasta na Górnym Śląsku”. To on podczas prac nad książką odnalazł materiały przekazane przez Gogolina miastu Loben w 1942r. i w swojej pracy często te informacje wykorzystywał. Dzięki spuściźnie Gogolina – udało się panu Piotrowi Kalinowskiemu przetłumaczyć i opublikować – „Ordynację pożarową dla miasta Lubliniec z 1774 roku”. Także MY – opracowując artykuły na potrzeby naszej strony, korzystamy z tego co Gogolin po sobie zostawił.

Warto przypomnieć może poniżej co o Lublińcu i jego historii pisał Gogolin w latach 50-tch w artykułach zamieszczanych w „Loben-Guttentager Kreisblatt”, oczywiście w skrócie, zwracając uwagę głównie na ciekawostki i informacje, które nie pojawią się nigdzie indziej, a także na różnice pomiędzy oficjalną historią naszego miasta, a tezami postawionymi przez Gogolina.
Gogolin historię naszego miasta zaczyna nie w 1272r. ale dużo wcześniej bo w latach 50-XIII wieku – dokładnie w 1248, kiedy to Lubliniec lokował biskup wrocławski Tomasz I – przy czym wydaje się, że Gogolin zakłada, że wcześniej w tym miejscu istniała już jakaś struktura – być może wieś. Lokacja miała przebiegać nie na prawie flamandzkim, jak się dzisiaj uważa, ale na prawie średzkim (być może ta lokacja się nie udała i książę Bolesław lokuje miasto ponownie – tym razem na prawie flamandzkim na początku XIV wieku)
Co ciekawe, Gogolin pisze także o tym, że Lubliniec był miastem prywatnym czyli bezpośrednio nie był podporządkowany władcy w przeciwieństwie do Opola czy Gliwic, lecz raczej zależny od lokalnego pana (do takiego charakteru miasta bardziej pasowało prawo flamadzkie – niż średzkie).
Jeśli chodzi o nazwę miasta, Gogolin podaje, że nazwa miejscowości pojawia się w starych dokumentach jako Lublucz i Lublenecz. Jej rdzenie sylabiczne oznaczają coś w rodzaju „drogi” lub „ukochany” i są nadal reprezentowane w regionie w nazwach wsi: Lubecko, Lubsza i Lubockie.
Co do herbu Lublińca – Gogolin ogranicza się do podania informacji, że przedstawia on tarczę podzieloną wzdłuż; po lewej stronie, na czerwonym tle, znajduje się górnośląski orzeł (nieuzbrojony z 7 piórami), po prawej 5 sześcioramiennych złotych gwiazd na niebieskim polu.
Wróćmy do początków miasta. Gogolin podaje, że pierwsi osadnicy wytyczyli stare centrum miasta z pierścieniowym układem wąskich ulic, pośrodku placu chronionego przez niewielką rzekę. Miasto miało być otoczone murami, ale nie ufortyfikowane. Główne drogi prowadziły do bram: Oleskiej i Tarnogórskiej – wcześniej zwanej Bytomską.
Ciekawą informacją jest wzmianka o tym, że w późniejszych czasach – cztery rogi rynku zamykane były na noc (prawdopodobnie by uniemożliwić o tej porze ruch przez niego) łańcuchami, a każdy z tych rogów wyposażony był w latarnię. Praktyka ta ustała na początku XIX wieku.
Gogolin informuje również o ratuszu miejskim podając, że został wybudowany przy rynku w 1817r.
W obrębie pierwotnego miasta – znajdowały się nie tylko warsztaty pracy ale i domostwa. Wydaje się, że aż do końca średniowiecza liczba mieszkańców Lublińca nie była zbyt duża. W innym opracowaniu Gogolin podaje, że w XV wieku wewnątrz murów znajdowało się ponad 80 budynków. Liczba mieszkańców zwiększyła się wyraźnie dopiero w połowie XVII wieku, kiedy to poza miastem powstało Przedmieście św. Anna i Tarnogórskie – tzw. Niwy. Jak podaje Gogolin w 1783 roku miasto liczyło 803 mieszkańców.
Gogolin opisuje także lubliniecki zamek. Pisze o nim, że pochodził podobno z XV wieku, stał na przeciwko miasta i rezydował w nim właściciel miasta. Samodzielny kompleks zamkowy był oddzielony od obrzeży Lublińca rzeką – Lublinicą (Lublinizer Wasser), zwaną od czasów starożytnych Bache – czyli rzeczką, oraz szerokim stawem. Trójskrzydłowy budynek zamku, zbudowany był z ciosanego kamienia.
Gogolin być może zwiedzał go – bo pisze, że spośród wielu jego piwnic jedno można było jednoznacznie określić jako loch, w którym na kamiennej podłodze znajdował się głaz o wysokości około 60 cm, spłaszczony u góry, o średnicy 80 cm, częściowo osadzony w murze fundamentowym, prawdopodobnie pełniący funkcję siedziska. W tym samym pomieszczeniu znajdować się miał kawałek belki żelaznej z kilkoma ogniwami łańcucha osadzony w murze. Naprzeciwko mieściły się niskie drzwi, za którymi skrywały się kamienne schody prowadzące w dół do wąskiego i niskiego przejścia, które jak pisze Gogolin – dawniej wykorzystywane było jako droga ucieczki i kończyło się około 200 m dalej na otwartym polu.
Gogolin podaje, że zamek był zabezpieczony palisadami, które stały jeszcze na początku wojny trzydziestoletniej, zaś z zamku aż do kościoła pw. św Mikołaja biegł drewniany most o długości około 150 metrów, z którego mieszkańcy zamku korzystali wybierając się na nabożeństwa. Został on rozebrany najprawdopodobniej podczas budowy Schlossstrasse (ulicy Zamkowej). Przy zamku pracował młyn zbożowy, który został wyłączony z eksploatacji przed 1890 rokiem i całkowicie zburzony w 1909 roku.
Zupełnie nieznaną historią przytaczaną przez Gogolina jest opowieść związana z zamkiem i jego właścicielem (Gogolin nie podaje kim był – być może chodzi o Jana Ferdynanda Celarego), który około 1660 r. wezwał niezadowolonych z jego rządów 30 mieszczan i burmistrza miasta Lublińcu na zamek na naradę. Tam kazał ich aresztować i pobić, a następnej nocy uzbrojeni mężczyźni zaprowadzili mieszkańców Lublińca do twierdzy Cosel. Dopiero apelacja Rady do cesarza przyniosła ich uwolnienie kilka tygodni później.
Ciekawym wątkiem jest opisana przez Gogolina historia kościoła św. Mikołaja. Kronikarz nie podaje daty jego powstania, uważa jednak, że jest to najstarszy kościół w mieście. Podaje także informacje o tym, że dzwonnica na wieży kościoła została uszkodzona podczas silnej burzy w 1380r. Informuje, że obok dzwonnicy znajdowało się pomieszczenie zegarowe. W 1790r. zegarmistrz, który opiekował się zegarem kościelnym otrzymywał za swoją pracę 3 talary rocznie. Za życia Gogolina – na ścianie w krypcie św. Boromeusza znajdowały się marmurowe tablice wotywne informujące o tym, że w krypcie kaplicy pochowani są: hrabia Cellary i von Grottowski z żoną Anną z domu von Blacha. Gogolin przypomina XVI wiecznego właściciela Lublińca wschodniopruskiego szlachcica Jacoba von Sparweina (w Lublińcu od około 1568r do około 1582), który miał wypędzić katolickich księży z kościoła parafialnego i na ich miejsce sprowadzić protestanckich kaznodziejów. Kościół wrócił do katolików za czasów hrabiego Cellarego (Cellary nabywa dobra lublinieckie około 1630r). Przy kościele znajdował się cmentarz – który mieścił się po jego południowej stronie – w kierunku dzisiejszego Małego Ryneczku, aż do ówczesnej plebanii, która także znajdowała się na tym kierunku.
To co pisze Gogolin o drugim lublinieckim kościele – pw. Świętego Krzyża, który postawiony został poza murami miasta, brzmi zaskakująco – bowiem uważa on, że przy tym kościele Paulini z Jasnej Góry, założyli swoją filię – budując klasztor. Gdy zaś podczas wojny polsko-szwedzkiej Paulin wywieźli cudowny obraz z Jasnej Góry powierzyli go Paulinom z Lublińca. Po zakończeniu wojny miał wg. Gogolina wybuchnąć spór o zwrot obrazu, pomiędzy Paulinami z Lublińca a tymi z Jasnej Góry. Sam klasztor w Lublińcu został skasowany przed przejęciem miasta przez Prusy, kościół przeszedł wówczas pod jurysdykcję parafii św. Mikołaja, zaś klasztor przekształcono w szpital miejski.
Kolejna ciekawostka, o której pisze Gogolin w kontekście kościoła pw. św. Krzyża to informacja o tym, że w 1815r. na cmentarzu, który mieścił się tuż przy kościele pochowano wielu żołnierzy armii carskiej wracającej z Francji, którzy zmarli tutaj z ran i wycieńczenia. Kościół ten w 1913r. gdy do Lublińca wkroczył 63 pułk piechoty – stał się kościołem garnizonowym, był wówczas już murowany – bowiem w 1850 został przebudowany.
O pozostałych dwóch kościołach – św. Anny i ewangelickim, oraz synagodze Gogolin nie podaje informacji, które wnosiłyby coś nowego do znanej nam historii.
Kolejne ciekawe informacje Gogolin podaje w związku z torfowiskiem, które znajdowało się w lesie miejskim (obecnie za Zakładem dla Głuchych). Otóż pisze on, że w trudnych czasach po 1805 roku te rozległe torfowiska dostarczały mieszkańcom torfu do ogrzewania. Miasto wydobywało i sprzedawało go na szeroką skalę. Zaś sprzedaż piasku budowlanego, drewna i drewna opałowego z lasu miejskiego stanowiła dla miasta znaczące źródło dochodu. Być może z tego też powodu – po 1820r. w lesie miejskim powstało – osiedle robotników leśnych, Miejskie Droniowice (późniejsze Małe Droniowice, Droniowiczki). Mieszkali tu robotnicy leśni i pomocnik leśnika.
Do najstarszych cechów w mieście – zauważa Gogolin należały cechy tkaczy płótna i rzeźników (Caniorum). Rzeźnicy byli zobowiązani do dostarczania towarów na zamek; między innymi musieli dostarczać wnętrzności ubitych zwierząt do karmienia polującego sokoła. Kowale i ślusarze, każdy z własną ulicą, również podlegali cechom, podobnie jak cieśle i szklarze, których statuty z XVIII wieku zachowały się do dziś. Garncarze, którzy mieli siedzibę przy ulicy Garncarskiej i działali do około 1900 roku, również mieli swój własny cech. Podobnie jak w innych miastach, mistrzowie cechowi i ich czeladnicy mieli obowiązek pomagać w gaszeniu pożarów.
Kolejna ciekawostka o której wspomina w swojej historii Lublińca Gogolin – to czas wojny trzydziestoletniej (1618- 1648), z której nie zachowało się co prawda zbyt wiele informacji, kronikarz jednak znalazł notatki, z których wynika, że miasto było nieufortyfikowane i całkowicie nieprzygotowane do wojny, a przez długi czas wędrowni najemnicy Ernsta von Mansfelda dokonywali niezliczonych rabunków na podróżnych, zwłaszcza w karczmie na obrzeżach miasta w kierunku Tarnowskich Gór.
Oczywiście to tylko wybrane fragmenty, ciekawostki z artykułów, które napisał o Lublińcu Bruno Gogolin w „Loben-Guttentager Kreisblatt”. Na dodatek nie posiadamy wszystkich jego tekstów z tego pisma, być może uda się je jeszcze pozyskać. I na zakończenie opis Lublińca z czasów, gdy mieszkał w nim Gogolin – oczywiście napisany przez niego samego:
„Na północ od wielkiej leśnej bariery jakim była rzeka Mała Panew, w cichym zakątku u podnóża polskich wyżyn, leży małe wiejskie miasteczko Lubliniec, które do czasu odłączenia się od kraju macierzystego (1922) liczyło około 8000 mieszkańców. Na przełomie XIX i XX wieku zadowalało się ono biedermeierowskim (mieszczańskim) stylem życia: w sali posiedzeń w ratuszu widniała stara nazwa „Sala Posiedzeń Magistratu”, a mieszkańcy jak zawsze wygodnie zasiadali wieczorem przed swoimi domami na Rynku, gdzie płynęła mała fontanna, a Święty Jan (Nepomucen) spoglądał w dół ze swojego postumentu między starymi drzewami”.
Jan Fikus senior, „Lubliniec. Z dziejów miasta na Górnym Śląsku”
„Loben-Guttentager Kreisblatt” – wybrane numery
Archiwum Państwowe w Katowicach
Metryki urodzeń i ślubów w Miasteczku Śląskim
Materiały rodzinne – Piotr Gogolin
Biblioteka Miejska w Haan


